Home Artykuły The Walking Dead: kto zginął? Wielkie rozczarowanie

The Walking Dead: kto zginął? Wielkie rozczarowanie

The Walking Dead: kto zginął? Wielkie rozczarowanie

The Walking Dead – 7 sezon się rozpoczął. Wiemy, kto zginął i szczerze? Jesteśmy rozczarowani takim obrotem wydarzeń.

Pompowanie balonika i tanie chwyty

Przez ostatnie kilka miesięcy twórcy The Walking Dead pompowali balonik – w 6. sezonie pokazali, że Negan morduje jednego z bohaterów grupy Ricka. Dla wielu była to „zbrodnia” i jeden z najgorszych cliffhangerów w historii telewizji. Dla nas TANI CHWYT, ale potraktowaliśmy to, jako zaproszenie do zabawy.

Wraz z finałem, rozpoczęło się dokładnie to, czego zapewne oczekiwali twórcy. Dyskusje na forach, komentarze w mediach społecznościowych – fani żyli tym tematem i na różne sposoby starali się odkryć, kto zginął z ręki Negana.

Jak głosi legenda miejska, nakręcono śmierć wszystkich bohaterów z tego względu, że wścibscy fani nie dawali żyć ekipie pracującej na planie. W pewnym momencie, pojawiły się plotki odnośnie tego, że wiadomo kto zginie. Na wierzch wyszła informacja, że dojdzie nie do jednej śmierci, lecz dwóch. Zostało to potwierdzone nawet w przedpremierowym materiale wideo. Ba – przez to, w jaki sposób została ochlapana krwią twarz Ricka, można już było wnioskować, o które postacie chodzi.

The Walking Dead – kto zginał?

The Walking Dead: kto zginął?
Fot. AMC

Tak – to już to miejsce, w którym zaczną się sypać SPOILERY. W komiksie, doszło do zabicia Glenna – bohatera, który towarzyszył nam od praktycznie samego początku. W ciągu tych kilku lat przeszedł olbrzymią metamorfozę. Chyba każdy bardzo cenił tę postać. Jednak przyzwyczailiśmy się już, że twórcy serialu komiks traktują bardzo luźno i kierowaniem się jego fabułą zazwyczaj nie ma zbyt dużego sensu.




Dobrze – przejdźmy do meritum. Zginął Abraham i Glenn. Zaskoczeni? My wcale.

Już po zakończeniu 6. sezonu pojawiały się głosy, że na pewno odejdzie Abraham. Bo pokazano de facto z nim jeden odcinek, w którym zamknięto pewne wątki. Bo wyglądał na najsilniejszego w grupie. Bo wszystko się ładnie fabularnie zamykało. I tak się stało. Zero zaskoczenia – zero emocji. Bo Abraham był postacią, która towarzyszyła nam w tej apokalipsie od jakiegoś czasu, jednak chyba nikt nie miał z nim większej więzi.

Inaczej miała się sprawa z Glennem. Tym razem jeden z ulubionych bohaterów na serio odchodzi z serialu. Po jednym z najgorszych motywów, jakie musieliśmy oglądać (chodzi tutaj o scenę, w której Glenn niby zginął, a tak naprawdę schował się pod śmietnikiem), przyszła w końcu na niego pora. No i pewnie byśmy się wzruszyli, gdyby nie fakt, że to już było – tyle że w komiksie.

Czyli zaskoczeniem miała być śmierć dwóch postaci, o których informacje pojawiły się parę miesięcy temu i o których spekulowano, że zginą jeszcze przed samym finałem z Neganem? Litości. Było tak wiele możliwości wyboru, tak dużo do ugrania, zaś otrzymaliśmy to, czego spodziewano się od samego początku.

Serio – gdyby twórcy The Walking Dead mieli jaja i zakończyliby finał 6. sezonu śmiercią tych dwóch postaci, to mielibyśmy naprawdę mocne łubu-du. A tak? Chyba każdy zdążył się mentalnie przygotować na taki stan rzeczy. Zaskoczeń nie było.

ZOBACZ TAKŻE: The Walking Dead: 5 rzeczy, których mogliście nie zauważyć

  • Michal Bre

    No nie wiem, kompletnie nie zgadzam się z tym co tu napisano. Jak dla mnie ten odcinek ma MOC, już dawno nie miałem do czynienia z tak świetnie zaplanowanym scenariuszem do tego, świetnym clifhangerem. Osobiście uważam że jest to serial wszechczasów. Oglądałem już sporo – ale TWD jest po prostu zjawiskowym serialem / świetną historią. Niesamowicie twórcy budują relację widza z bohaterami. Jak dla mnie nic tylko podziwiać za to co stworzyli. Nie wiem co autor miał na myśli pisząc powyższe…

  • Maciej Czapla

    Cliffhanger na zakończenie 6 sezonu był bardzo dobry. Zupełnie nie rozumiem tych marudzeń i nie zgadzam się z tym, że lepiej byłoby, gdyby np. śmierć pokazana z perspektywy ofiary, była również pokazana „z zewnątrz” w zakończeniu 6 sezonu. Cliffhanger był wg mnie świetny między innymi dlatego, że stawiał na równi tych co komiks znają (lub znają chociaż okoliczności towarzyszące pojawieniu się Negana w komiksie) z tymi którzy tego tematu nie znają wcale. Rozpoczęcie siódmego sezonu było jeszcze lepsze niż zakończenie szóstego. Po pierwsze – sneak peek. Pierwsza scena pierwszego odcinka, którą zaprezentowana wcześniej niby coś pokazała, ale tak naprawdę nie pokazała nic. Ileż było domysłów – szmata leżąca na linii trup – pojazd, plamy krwi na policzku Ricka (że niby są wynikiem bezpośredniego katowania ofiary), gadka Negana o prawej ręce i statusie tejże u głównego bohatera w komiksie… Nie wiem, kto musiałby zginąć i w jaki sposób, żeby marudy były usatysfakcjonowane… Bo jeśli chodzi o to, że przez pół roku nie było wiadomo kto zginął – eh, tęsknię za serialami, które pozostawiały widza w takim stanie…