Home Recenzje Ghostland – recenzja filmu. Kocham francuskie horrory, ale tym razem skończyło się na przelotnym romansie

Ghostland – recenzja filmu. Kocham francuskie horrory, ale tym razem skończyło się na przelotnym romansie

Ghostland – recenzja filmu. Kocham francuskie horrory, ale tym razem skończyło się na przelotnym romansie 6.0

Ghostland gwałci tabu i burzy żelazne okowy waszej percepcji. To najmocniejsza polska premiera horroru od przeszło kilku lat, a przy tym błyskotliwe kino. Niestety, choć kocham francuską scenę grozy, tym razem skończyło się na przelotnym romansie.

Będę z wami szczery – nienawidzę francuskich komedii. Działają na mnie jak płachta na byka, jak Botoks i każde inne zło, które przytrafiło się globalnej kinematografii. Zupełnie inaczej sprawa wygląda, jeśli chodzi o francuską scenę grozy. Tutaj twórcy potrafią zaserwować widzom krwisty stek opatrzony oryginalną wymową i równie niejednoznaczną treścią. Już nowela filmowa X is for XXL w reżyserii Xaviera Gensa ze zbioru ABCs of Death mówi wiele o francuskiej ekstremie (zwłaszcza, że tytuł został zestawiony z makabreskami filmowców z całego świata). Komentarz społeczny i dosadne gore wyróżnia też inne horrory, powstałe w kraju Françoisa Truffaut. Frontière(s), Najście czy Martyrs z 2008 roku (zapomnijcie o amerykańskim remake’u) urządziły satysfakcjonujący blitzkrieg w mojej głowie. Podobnie rzecz ma się z najnowszym horrorem Pascala Laugiera, Ghostland.

Ready Horror One





Film rozpoczyna się niczym gigantyczna laurka dla fanów kina grozy. To przewrotny Ready Horror One, sprytnie włączający w fabułę kolejne easter eggi i konwencjonalne tropy. Ghostland otwiera scena bezpośrednio nawiązująca do Dzieci kukurydzy. Później twórcy po raz kolejny sięgają do panteonu grozy Stephena Kinga, by tym razem przytoczyć traumatyczny moment pierwszej miesiączki z Carrie. Kinofilski charakter produkcji zostaje wtłoczony nawet w warstwę dialogów prezentowanych bohaterek. Przeestetyzowany dom tysiąca lalek, postacie porównują do scenograficznych popisów Roba Zombie. Przytyk wydaje się jak najbardziej trafny, należy jednak zauważyć, że barokowy przepych i celowy kicz mise-en-scène w twórczości filmowca i muzyka wkracza na terytoria surrealizmu (czego najlepszym dowodem może być kierunek artystyczny Zombiego, obrany wraz z premierą Halloween II). Pascal Laugier czuje się pewnie w innej konwencji, stawiając na przesadny naturalizm.

Prawdziwy hołd dla nurtu grozy – obecnego również w światowej literaturze – utożsamia protagonistka produkcji, obiecująca nastoletnia autorka horrorów. Jej muza posiada twarz Lovecrafta. Popularny pisarz grozy kilkukrotnie powraca zresztą na przestrzeni filmu. Reżyser sytuuje go na pierwszym miejscu wśród globalnych twórców horrorów. Wielokrotnie podkreśla również, że Ghostland może dorównać jakościowo twórczości Lovecrafta. Ciężko ocenić, na ile artystyczne napuszenie Laugiera działa na poziomie ironii, a ile w nim megalomańskiego bełkotu. Warto jednak zauważyć, że późniejsza zabawa perspektywą narracji Ghostland oraz esencją szaleństwa ukazanych postaci nawiązuje właśnie do dorobku wspomnianego pisarza.

Wcześniej Pascal Laugier dał światu znakomitych Martyrs. Skazani na strach (tytuł uchodzi za jeden z moich ulubionych horrorów). Ghostland okazał się dziełem równie niewygodnym, drażniącym percepcję odbiorcy – niestety, na poletku francuskiej ekstremy plasuje się na najniższym miejscu.

Gdyby #metoo mogło zabijać

Ghostland posiada szufladkową konstrukcję, której nie powstydziłby się Rękopis znaleziony w Saragossie (oczywiście, wspomniana narracja – zarówno w książce, jak i w dziele Wojciecha Hasa – poprowadzona zostaje z o wiele większym wyrafinowaniem). Wspomniany wyżej kinofilski charakter produkcji zajmuje wyłącznie jedną płaszczyznę fabularną. Później twórca prowadzi widza przez percepcyjne piekło na ziemi, pełne dosadnej przemocy i traumatycznych portretów psychologicznych (dostatecznie hiperbolizowanych, by sprzedać je w medium kina grozy). Dzięki kolejnym zwrotom akcji, odbiorca zostaje zręcznie wodzony za nos, skonfundowany i zagubiony w przerażającej wizji twórcy. Szkoda zatem, że reżyser i scenarzysta postawił na tak proste i jednoznaczne zakończenie. Równocześnie kolejne konwencje stylistyczne i narracyjne, podjęte w Ghostland mają związek z autorską wizją stresu pourazowego protagonistki filmu.

Wspomniałem już wcześniej, że francuska scena grozy tka swoje horrory, podszywając je solidnym komentarzem społecznym. Podobnie rzecz wygląda z Ghostland. Widz obserwuje tutaj poczynania socjopatycznej pary mężczyzn, nie radzących sobie z opanowaniem własnej seksualności. Ostatecznie wieżą dwie nastoletnie dziewczyny, by uczynić z nich seksniewolnice (dodatkowo ucharakteryzowane na lalki). Nic dziwnego, że Laugier podjął podobną tematykę we współczesnych czasach, gdy #metoo systematycznie powraca w kolejnych medialnych incydentach czy głośnych aferach. Oczywiście, można przytoczyć tutaj argument, że w gruncie rzeczy każdy horror obrazuje społeczne lęki. Ghost stories jawią się jako tematyczna kontynuacji thrillerów o ataku na dom (Ostatni dom po lewej, Nędzne psy), prezentując zewnętrzny czynnik zakłócający poprawne funkcjonowanie rodziny. Z kolei nurt slasherów to wielka konserwatywna pogróżka w stronę zdemoralizowanej młodzieży. Niestety, Hollywood szybko strywializowało i skomercjalizowało wspomnianą problematykę, wytracając z niej każdy gram oryginalności. W przypadku francuskich produkcji sprawa wygląda diametralnie inaczej.

Kocham francuskie kino grozy – tym razem skończyło się tylko na przelotnym romansie





Sceny przemocy w kinie już dawno nie wprawiały w tak duży dyskomfort. Ghostland sprawi, że wyjdziecie z kina przybici i zamknięci w sobie. Jest niesmaczny i odstręczający, pełen zwierzęcych okrzyków, lubieżnych myśli oraz świadomego rozdrapywania tabu do samej krwi. Film świadomie męczy waszą percepcję, a nawet obrzydza – robi to w bardziej radykalny sposób niż torture porn spod znaku franczyzy Hostelu czy Piły. Na tak mocne doznania złożyła się prawdopodobnie fuzja ordynarnego seksu oraz dosadnej przemocy. Dzięki temu zapada w pamięci – tkwi tam, niczym drzazga (inaczej niż produkcje Hollywoodu, jak Prawda czy wyzwanie). Lepiej nie bierzcie na seans popcornu… ani zbyt wrażliwych towarzyszy.

Ghostland - podsumowanie:

6.0

PLUSY:
+ agresywny i oryginalny horror;
+ kolejne dobra odsłona francuskiej sceny ekstremalnej;
+ liczne easter eggi oraz odwołania do innych horrorów (zwłaszcza na początku filmu);
+ kino niewygodne percepcyjnie, którego mało w multipleksach;
+ naturalistyczny kicz i barok scenografii sprawdza się w tym wypadku wybornie;
+ Ghostland zapada w pamięci przez swoją intensywność;
+ zgrabne wodzenie widza za nos;

MINUSY:
- w pewnym momencie za dużo szarpania się i zwierzęcych okrzyków;
- czasem w warstwie wizualnej i fabularnej zaczyna dominować chaos;
- zakończenie nie oddaje esencji filmu;

Ocena6.0
Reader Rating: ( 0 vote ) 0

banner