Home Recenzje „Grawitacja” – recenzja

„Grawitacja” – recenzja

„Grawitacja” – recenzja

„Grawitacja” od dzisiaj w kinach! Zapraszamy do naszej kolejnej recenzji najnowszego filmu Alfonso Cuarona.

„Grawitacja” udowadnia, że klasyczne motywy science fiction połączone z najnowszymi zdobyczami techniki filmowej potrafią stworzyć widowisko, które nie tylko jest przyjemne dla oka, ale także absorbujące fabularnie i emocjonalnie. Połączenie kina dynamicznego i kameralnego wyszło w tym przypadku kapitalnie.

Przed premierą, o „Grawitacji” mówiło się przede wszystkim w kontekście bardzo długiej, kręconej bez cięć sceny wprowadzającej. Faktycznie, robi ona wrażenie, ale to nie jedyny majstersztyk wizualno-techniczny, jaki przygotowali dla widzów twórcy. Widowiskowe sceny roztrzaskiwania się satelitów, wspaniałe kadry na Ziemię z kosmosu czy wreszcie znacznie bardziej kameralne, ale świetnie uchwycone zdjęcia z klaustrofobicznych wnętrz stacji kosmicznych, zachwycają raz po raz. Do tego dochodzi świetne nasycenie kolorami i chyba pierwsze w historii kina nieinwazyjne, ale pełne wykorzystanie technologii 3D. Stanowi ona idealne uzupełnienie: gdy kosmonauci przemierzają pustkę, widz czuje się jak oni; gdy spadają, przypomina sobie o lęku wysokości. Na dokładkę od czasu do czasu pojawia się scena, przy której przez głowę przemyka myśl „to właśnie dla czegoś takiego powstał trzeci wymiar”. Wizualne mistrzostwo, dodatkowo podkreślone przez świetną ścieżkę dźwiękową, która nadaje klimatu, a także uzupełnia wydarzenia na ekranie.

Film Alfonso Cuaróna można rozpatrywać na dwóch płaszczyznach. Z jednej strony posiada cechy widowiskowego blockbustera, trzymającego w napięciu thrillera, ale też można na nie spojrzeć jak na kino obyczajowe, chociaż rzecz jasna w niecodziennych warunkach. Główne postaci występujących w obrazie, grane przez Sandrę Bullock i George’a Clooneya, to znane powszechnie archetypy, ale dobrze zarysowane, z pulą wyrazistych cech. Dwójka starszych, i nieco – jak się wydaje – już przebrzmiałych aktorów, błyskotliwie wywiązuje się z powierzonego im zadania, tworząc godne zapamiętania kreacje. Gdyby zamiast nich na planie pojawili się wcześniej przymierzani do ról Angelina Jolie i Robert Downey Jr., mielibyśmy zapewne do czynienia z zupełnie innym, i chyba nie tak dobrym widowiskiem.

Opowiadana na ekranie historia koncentruje się przede wszystkim na granej przez Bullock Ryan Stone, śledząc jej zmieniające się stany psychiczne, by ostatecznie zaoferować jej katharsis. Znów, być może nie jest to szczyt inwencji i oryginalności, ale sposób poprowadzenia postaci nadaje wiarygodności i wyzwala empatię u widza. Nawet jeśli w finałowej scenie alegoria jest nieco zbyt dosłowna, to brak przysłowiowych helikopterów na horyzoncie i łopoczącego gwiaździstego sztandaru należy docenić i pochwalić. Dzięki temu film traktuje wyłącznie o dramacie jednostek.

„Grawitacja” wykorzystuje, ale także łamie schematy, dzięki czemu stanowi świeży powiew w wielkobudżetowym kinie fantastycznym. Stanowi dowód, że można nakręcić świetny film bez pędzącej na łeb na szyję akcji, wybuchów i strzałów w co drugiej scenie oraz zalewania widza całymi cysternami patosu. Ewenement, ale jaki przyjemny!

Tymoteusz Wronka