Home Recenzje „Iron Man 3” – recenzja

„Iron Man 3” – recenzja

„Iron Man 3” – recenzja

Mamy dla Was GORĄCĄ recenzję długo wyczekiwanego „Iron Man 3”. Czy film spełnił oczekiwania i jest tak dobry jak chociażby zeszłoroczny hit w postaci „Avengers”? Przekonajcie się sami!


Pamiętacie może szał, jaki nastąpił po premierze pierwszego „Iron Mana”? Mówiło się, że kino superbohaterskie (albo raczej kino na podstawie komiksu superbohaterskiego) się odradza, że przestaje być synonimem kiczu i miernoty, a zaczyna być równoznaczne z dobrą, lekką rozrywką na pewnym konkretnym poziomie. Pierwszy „Iron Man” faktycznie wyznaczył nowe trendy, nie tylko dlatego, że rozpoczął największy – ujmijmy to w uproszczeniu – projekt serialowy wszech czasów, biorąc się jednocześnie za kilka wątków obrazowanych w paru filmach, przeplatających się wreszcie w „Avengers” – hicie kinowym z zeszłego roku. „Iron Man” był filmem ciekawym, dobrze osadzonym w konwencji, ze znakomicie dobraną obsadą i fabułą na tyle nieidiotyczną, że została łyknięta nawet przez co bardziej wymagających widzów. Niestety, te czasy są już za nami.

Jestem bowiem przekonany, że 9 maja pierwszy „Iron Man” zostanie zdetronizowany przez swój drugi sequel. „Iron Man 3” jest bowiem absolutnie najlepszym filmem ze stajni Marvela, jaki przyszło mi zobaczyć. Powaga.

Shane Black poszedł śladami Johna Favreu i doszczętnie je zadeptał – w dobrym sensie. W „Iron Manie 3” wszystkiego jest po prostu więcej: więcej zwrotów akcji, więcej fenomenalnego Roberta Downey Juniora, więcej eksplozji, więcej zaskakujących momentów, więcej zbroi Iron Mana (to widać już na trailerze) i wreszcie – więcej gagów, które tworzą niesamowity klimat tej pozycji. Najnowszy film o przygodach Starka to nie tylko potężny kop z półobrotu pełen wybuchów, świetnych fur i ciętych komentarzy, ale także doskonałe przeniesienie na srebrny ekran tego kapryśnego medium, jakim jest komiks. Twórcy postanowili odpuścić nieco z powagą (to znacznie lepiej wychodzi uniwersum DC) i zabawić się z widzem – nie tylko poprzez zatrważającą wręcz ilość żartów, które śmiało mogłyby zapewnić „Iron Manowi 3” miejsce w Top 5 tegorocznych komedii, ale także przez rozprawienie się z utartymi schematami. Tutaj na prowadzenie wysuwa się postać Mandaryna, o której nie da się powiedzieć właściwie nic tak, by nie zepsuć przyjemności z odbioru filmu. W każdym razie, zwiastun nie pokazał nawet w ułamku procenta tego, jak zaskakująca jest ta postać.

Przy całej dobrej zabawie płynącej z Iron Mana 3, główna oś fabularna wydaje się być jedynie tłem. Jest to jednakowoż tło zrobione z głową, bowiem oparte na kilku seriach komiksowych, na czele z „Extermis” – jednym z najpopularniejszych na zachodzie cykli o Żelaznym Człowieku. Wplątanie w wątek główny innych pomysłów sprawia, że nawet najbardziej zajadli fani komiksu znajdą w filmie coś zaskakującego. A przecież między innymi dla nich „Iron Man 3” powstał.

Trudno mi znaleźć jakieś wady najnowszego dziecka Shane’a Blacka. Oczywiście, trzeba być fanem konwencji żeby bez mrugnięcia okiem łyknąć drobne przeoczenia, zbędne hiperbole i błędy, co nie zmienia faktu, że trzeci „Żelaziak” na głowę bije pierwszą część, nie mówiąc już o „Avengersach”. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że to dziełko ze wszech miar zasługuje na tytuł letniego blockbustera i ratuje honor tej nieco już przykurzonej grupy, w której od dawna nie pojawiło się nic tak energetyzującego i sprawiającego, że z kina wychodzi się z szerokim uśmiechem na twarzy. Zdecydowanie polecam i jeszcze raz zapewniam, że złowrogi Mandaryn Was zaskoczy.

Piotr Brewczyński