Home Recenzje Pitbull. Niebezpieczne kobiety – recenzja

Pitbull. Niebezpieczne kobiety – recenzja

Pitbull. Niebezpieczne kobiety – recenzja 4.0

Pitbull. Niebezpieczne kobiety od 11 listopada w kinach. Czy warto pójść do kina? Przed Wami recenzja filmu.

Serial Pitbull, który pojawił się na początku 2000 roku obrósł kultem wśród polskich widzów. Surowy klimat, znakomicie rozpisane role i naturalizm spowodowały, że do dzisiaj ogląda się to z zapartym tchem. Nowa odsłona kinowa, czyli Pitbull. Nowe porządki to już nieco inna bajka. Jedni się śmiali i uważali, że to produkcja skierowana do „gimbazy”, zaś nam spodobała się radosna konwencja sensacyjna, w której nowy główny bohater – Majami (Piotr Stramowski), walczył z charyzmatycznym arcyłotrem (świetny Bogusław Linda).

Liczyliśmy, że Patryk Vega naprawi błędy z tej produkcji i jego Pitbull. Niebezpieczne kobiety będą po prostu lepsze. Tak niestety nie jest. Ale po kolei.

ZOBACZ TAKŻE:  Dlaczego stary serial Pitbull kopie tyłek nowej serii?

Scenariusz

Pitbull. Niebezpieczne kobiety - recenzja
Fot. materiały prasowe

Jasne – rozumiemy, że Patryk Vega siedzi „w tym światku” i ma olbrzymią wiedzę. To zrozumiałe, że chce pokazać widzom jak najwięcej. Ale do jasnej ciasnej – to film fabularny, który rządzi się pewnymi prawami i czasami nie trzeba pokazywać wszystkiego. Pitbull. Niebezpieczne kobiety trwają ponad 2 godziny, ale tak naprawdę – połowę scen można by wyrzucić do kosza. Nie służą one dosłownie niczemu. Nie pchają fabuły do przodu i nie rozbudowują w żaden sposób postaci.

Co z tego, że historię podobno autoryzowali gangsterzy? Że scenariusz bazuje na autentycznych wydarzeniach? Serio – ważniejsze niż autentyzm, jest skierowanie akcji na bardziej filmowe tory.

Montaż

Pitbull. Niebezpieczne kobiety - recenzja
Fot. materiały prasowe

Najgorsze, że twórca chciał wepchnąć do jednego filmu dosłownie wszystko. Przygotujcie się więc na to, że montaż to istna jazda bez trzymanki. Wszystko tu pędzi na łeb, na szyję. W ekspresowym tempie jedna z głównych bohaterek zmienia całe swoje życie – nakrywa, że mąż jest gejem i ją zdradza, wpada na świetny pomysł by zmienić życie, zaczyna ćwiczyć, podchodzi do testów sprawnościowych na policjantkę, nie udaje jej się, znów ćwiczy, udaje jej się, wstępuje do policji, składa przysięgę, pije wódkę z Gebelsem, jedzie do patologicznej rodziny, wiąże się z… STOP!




I teraz wyobraźcie sobie, że takich bohaterów, których losy obserwujemy jest de facto ponad pięciu. I każdego losy pokazywane są w takim ekspresowym tempie. A gdzieś w tym wszystkim jest jeszcze główna oś fabularna… Musicie uwierzyć, ale po 30 minutach filmu będziecie się czuli, jakbyście obejrzeli ze 3. sezony oryginalnego Pitbulla.

Bohaterowie

Pitbull. Niebezpieczne kobiety - recenzja
Fot. materiały prasowe

Wiecie co jest najgorsze? Że to naprawdę fajni bohaterowie, na których człowiek chciałby się mocniej skupić. Każdy stara się wycisnąć ze swojej roli ile może. Czuć, że między tymi postaciami iskrzy i jest chemia. Dialogi są soczyste i (w końcu!) zrozumiałe! Ale jest ich tak wielu, że zanim się obejrzymy, a już znajdujemy się w innym miejscu, z inną postacią.

Gdyby to był serial…

…to oglądalibyśmy to z przyjemnością. A tak mieliśmy do czynienia z tworem filmopodobnym, który daje nawet sporą dawkę frajdy w kilku miejscach. Tyle że Patryk Vega chyba zapomniał, że kręci film, a nie ponad 2-godzinny chaotycznie zmontowany teledysk z materiału, który spokojnie by starczył na kilka porządnych sezonów serialu policyjnego.

ZOBACZ TAKŻE:  Dlaczego stary serial Pitbull kopie tyłek nowej serii?

Pitbull. Niebezpieczne kobiety - podsumowanie

4.0

Plusy:
+ bohaterowie
+ klimat
+ muzyka
+ świetny materiał na serial
Minusy:
- za dużo wątków
- chaotyczny montaż
- niepotrzebne sceny
- uwydatnienie błędów z Pitbull. Nowe porządki

Ocena4.0
Reader Rating: ( 15 votes ) 4.5

  • Dawid Gryza

    A może jednak będzie z tego też serial, jak z pierwszym „Pitbullem” i „Służbami specjalnymi”…
    Tamte filmy (szczególnie „SS”) też wkurzały błyskawicznym montażem i porwanymi wątkami.

  • Sam trailer był mega żenujący…

  • anka432

    beznadziejny, nudny film,
    ale dla odpowiedniej widowni – kiedy kark oblewa twarz prokuratorowi kwasem, a potem mówi coś głupiego pół sali ryczy ze śmiechu…