Home Recenzje Prawdziwa historia – recenzja filmu. Nowy film Romana Polańskiego! Niestety, bywało lepiej…

Prawdziwa historia – recenzja filmu. Nowy film Romana Polańskiego! Niestety, bywało lepiej…

Prawdziwa historia – recenzja filmu. Nowy film Romana Polańskiego! Niestety, bywało lepiej… 5.5

Przed Wami recenzja filmu Prawdziwa historia. Po czterech latach nieobecności na ekranach kin Roman Polański powraca w nowym filmie. Niestety, Prawdziwa historia staje się dziełem przewidywalnym, rozbijającym strukturę thrillera psychologicznego poprzez samoświadomą grę z odbiorcą. Obok Piratów i Olivera Twista to najgorszy tytuł w dorobku polskiego reżysera.

Nie zrozumcie mnie źle. Prawdziwa historia nie jest dziełem ordynarnie złym, bezlitośnie zabawiającym się uwagą widza, by przysporzyć mu percepcyjnych traum na resztę życia (w 2018 roku ten zaszczyt wciąż przypada filmowi Dorwać Gunthera). Tytuł prezentuje satysfakcjonującą, telewizyjną formułę – brakuje mu jednak emocjonującego rdzenia, pozwalającego widzowi choć w drobnym stopniu przywiązać się do przedstawionych bohaterek. Szkoda też, że reżyser zaczyna się powtarzać. Elektryzująca gra Evy Green znów stygmatyzuje aktorkę jako doskonałą famme fatale globalnej sceny kinematograficznej, fabuła znów opowiada o twórczym zaparciu płodnej autorki, a kino Romana Polańskiego po raz kolejny oparte zostaje na dialogach zamkniętych w dusznej relacji dwojga bohaterów. Dużo tu wtórności – dużo też zaskoczeń, choć te bledną pod nadmiarem pustych słów i jałowych scen.

Prawie jak Misery Stephena Kinga





Polański trawestuje esencję Misery Stephena Kinga, całokształt doprawiając Fight Clubowym koncentratem psychologicznym. Zresztą, przywołanie popularnej książki amerykańskiego mistrza grozy jest nieprzypadkowe. King napisał swoją powieść w trakcie żmudnych prób wyjścia z narkotykowego i alkoholowego nałogu. W tym kontekście historia poczytnego pisarza romansideł oraz jego oddanej fanki posiada w sobie ewidentny rys autobiograficzny. Miłośniczka cyklu „Misery” zmusza swojego idola, by ten napisał dla niej kolejny tom romantycznej serii. Aby skłonić go do działania, stosuje przemoc psychiczną i fizyczną. Podobnie sprawa wygląda w przypadku najnowszego dzieła Romana Polańskiego (tok Prawdziwej historii odbywa się jednak bez dosadnych scen przemocy).

Muza polskiego twórcy musiała mu wyrządzić ewidentną krzywdę. O twórczej rozpaczy opowiedział już w przedostatnim filmie, Wenus w futrze. Tym razem reżyser zagląda w głąb umysłu poczytnej autorki, by zobrazować napięcia towarzyszące powstawaniu jej najnowszej książki. Po raz kolejny w twórczości rodzimego artysty proces twórczy przyjmuje rolę perwersyjnej gry o dominację. Dlaczego sztuka kojarzy się Polańskiemu zarówno ze spełnieniem, jak i zniewoleniem oraz bólem? Możliwe, że chodzi o fatalną pomyłkę sprzed kilku dekad, której konsekwencje wciąż odbijają się na karierze Polańskiego (zwłaszcza współcześnie, gdy przemysł filmowy targany jest głośnym ruchem #metoo). Sam twórca – przez usta jednej z aktorek – wypowiada się zresztą w odważny sposób na temat roli kobiety w przemyśle kulturowym i dziennikarskim.

Historia oparta na faktach

Główną osią, napędzającą fabułę produkcji staje się niejednoznaczna relacja między Nią (Eva Green), a Delphine Dayrieux (Emmanuelle Seigner). Homoerotyczne napięcie pomiędzy dwoma kobietami prowadzi do kameralnej historii o depresji i dywersji. Ona wkracza w życie pisarki, by stopniowo zyskać sympatię drugiej kobiety – następnie zgarnia jej przestrzeń prywatną oraz wyznacza kierunek artystycznej drogi nowej towarzyszki. Po nitce do kłębka, widz stopniowo poznaje motywacje elektryzującej Jej – stanowisko bohaterki wobec pisarski oraz bolesną prawdę pochodzenia kobiety. Kreacja dwóch znakomitych aktorek wytwarza emocjonującą więź, ta niestety działa wyłącznie na poziomie fabularnym, nie przekładając się na odczucia widzów.

Każdy odbiorca, który wcześniej zaznajomił się z konwencją thrillerów psychologicznych spod znaku Fight Clubu bez trudu rozsupłuje percepcyjny węzeł fabularny, skrupulatnie utkany przez Romana Polańskiego. Późniejsze tropy tym bardziej będą bawiły się z oczekiwaniami odbiorcy. Na tym poziomie Polański błyskotliwie wodzi widza za nos. Serwuje mu zgrabne chwyty filmowe, ogrywając je w zmodyfikowanej sposób. W Prawdziwej Historii nie zabraknie też ironii – ta widoczna jest już na poziomie tytułu (oryginalna nazwa filmu to Based On a True Story – Historia oparta na faktach). Polska dystrybucja znacznie uprościła przewrotną grę językową, zatracając tym samym istotny trop interpretacyjny. Bazowanie na prawdziwych faktach otwiera kilka dróg eksplikacyjnych, z których najbardziej wyraźna dotyczy procesu powstania najnowszej powieści poczytnej pisarki w filmie. Autorka postanawia oderwać się od osobistych traum przelanych na papier i stworzyć pierwszą w swojej karierze fikcję. Czy ludzki umysł jest w stanie wykreować historię, której korzenie nie będą osadzone głęboko w życiu kreatora? Czy istnieje fikcja idealna? Na ile otaczający nas świat nie jest wyłącznie wytworem naszej subiektywnej percepcji?

Czy to kameleon? Czy to filozof? Nie, to Roman Polański!





Polański filozofuje, jak wcześniej czynił to przy okazji Wenus w futrze. Niestety, tym razem swoje wywody myśliciela ubiera w płaszcz utkany ze słów. To strzał w kolano, zwłaszcza przy okazji projekcji filmu dla masowej publiczności. Niedzielni widzowie poczują się znudzeni istotnym wymiarem słowa w Prawdziwej historii oraz kameralną relacją dwóch kobiet – możliwe również, że nie zaangażuje ich teoretyczna rozprawa nad miejscem prawdy i rzeczywistości w kinie. Z drugiej strony bardziej wysublimowana widownia może uznać nowe widowisko Polańskiego za przyziemny thriller psychologiczny drugiej kategorii. Trzeba jednak przyznać reżyserowi, że mało który twórca tak zwinnie sięga po nowe gatunki i konwencje. Od czasów Noża w wodzie w dorobku Polańskiego znalazły się dziesiątki filmów – każdy znacznie inny od poprzedniego. Tak jest i tym razem, choć reżyser prezentował już lepszą formą.

Prawdziwa historia - podsumowanie:

5.5

PLUSY:
+ hipnotyzująca kreacja Emmanuelle Seigner i Evy Green (choć ta druga momentami szarżuje);
+ dosadna ironia;
+ samoświadoma demaskacja kinowych chwytów;
+ Roman Polański pozostaje reżyserem-kameleonem - zręcznie operujący zróżnicowanymi gatunkami i tematami swoich filmów;
+ filozoficzna refleksja nad ukazaniem prawdy i rzeczywistości w kinie.

MINUSY:
- intryga łatwa do rozsupłania (funkcjonująca bardziej na poziomie ironii);
- ujęcie ulatuje, w jego miejsce udziela się depresja głównej bohaterki;
- film trudny dla odbioru zarówno dla niedzielnych widzów, jak i wprawionych kinofili;

Ocena5.5
Reader Rating: ( 1 vote ) 2.9

banner