Home Recenzje „Pudłaki” – recenzja

„Pudłaki” – recenzja

„Pudłaki” – recenzja

Już w piątek kinach pojawi się nowa animacja od słynnego studia Laika zatytułowana „Pudłaki”. Czy podczas seansu będą dobrze się bawić młodsi, jak i starsi widzowie? Zapraszamy do naszej recenzji.

„Pudłaki” od studia Laika nie dorównują klimatem „Koralinie”, która zrealizowana została pod tym samym szyldem, i prawdopodobnie nie powtórzą jej sukcesu. Jest jednak w tej animacji dość smaczków, by trafić zarówno do młodszych, jak i nieco starszych widzów.

Tytułowe Pudłaki to żyjące pod ziemią trolle, które wychodzą nocami ze swych kanałów, by szukać skarbów porzuconych przez ludzi w śmietnikach miasta Serbridge. Za każdym razem, gdy coś je wystraszy, chowają się do pudełek, które noszą na sobie niczym żółwie skorupy. Wśród nich jest chłopiec, którego Pudłaki wychowują jak swojego. Niestety ich spokojny, wesoły żywot zostaje zakłócony przez podłego Archibalda Snatchera (złego typa rodem z powieści Charlesa Dickensa), który zrobi wszystko, by awansować społecznie. Wmawia mieszkańcom Serbridge, że Pudłaki są złe i żąda przywilejów w zamian za zlikwidowanie ich.

Serbridge przypomina XIX-wieczne miasteczko, którym rządzi arystokracja – grupa podstarzałych dandysów opętanych manią jedzenia sera i noszenia białych cylindrów, których zachowanie przywodzi na myśl skecze Monty Pythona. Z kolei w grupie pomocników Snatchera znajduje się dwóch filozofów, którzy roztrząsają nieustannie dylematy moralne zasadzające się na dychotomii dobra i zła. Rozmowy tej dwójki oraz wizyty na salonach z pewnością rozbawią dorosłych. Na dzieci natomiast czeka spora dawka slapstickowego humoru obecnego w niemal każdej scenie.

„Pudłaki” nie zawodzą również wizualnie. Utrzymane w ciepłych barwach są mniej mroczne niż wspomniana „Koralina” i stanowią kolejny dowód na znakomitą formę studia Laika. Wydaje się, że niektóre elementy – jak mechaniczne konstrukcje Pudłaków – zostały wplecione do filmu właśnie po to, by twórcy mogli pochwalić się swoimi umiejętnościami. Po seansie koniecznie poczekajcie do końca napisów – tam czeka bowiem chyba najlepsza i najzabawniejsza scena z całego filmu, podczas której podejrzeć można animatora przy pracy.

Karolina Stankiewicz