Home Recenzje Tomb Raider – recenzja filmu. Przyjemne, ale mało wyrafinowane kino przygodowe

Tomb Raider – recenzja filmu. Przyjemne, ale mało wyrafinowane kino przygodowe

Tomb Raider – recenzja filmu. Przyjemne, ale mało wyrafinowane kino przygodowe 6.0

Tomb Raider A.D. 2018 to młodsza kuzynka Indiany Jones, która zrobi wszystko, by wypaść trochę doroślej. Czy warto wybrać się do kina na film Tomb Raider? Zapraszamy do naszej recenzji. 

Hollywoodzcy scenarzyści nauczyli się już adaptować książki i komiksy (choć druga z kategorii zaistniała w kinie dopiero przy okazji trylogii Mrocznego Rycerza oraz początków MCU, czyli mniej-więcej 10 lat temu). Niestety, twórcy nie potrafią dostosować innego medium do potrzeb kinowej rozrywki. Aktorskie tytuły, takie jak Assassin’s Creed czy Resident Evil (o twórczej kolekcji Uwego Bolla nie wspominając), wciąż wywołują tik nerwowy w środowiskach ortodoksyjnych graczy i wysublimowanych widzów. Twórcy Tomb Raider mieli zatem niełatwy orzech do zgryzienia – na ich barkach spoczął tytuł wagi ciężkiej, wśród popularnych tekstów kultury, zakorzenionych w świadomości masowych odbiorców (gracz czy nie gracz – chyba każdy widz spotkał się kiedyś z postacią Lary Croft). Niestety, Geneva Robertson-Dworet i Alastair Siddons zdecydowali się pójść na łatwiznę…

Lara Croft to ikona seksu czy feminizmu?

Roboty, komputerowe monstra i przesadzone sceny akcji, łapiące artystyczną zadyszkę niczym kontynuacje Matrixa – wszystko, co kojarzy wam się z kinową Larą Croft z początków XXI wieku, idzie tym razem w niepamięć. W mainstreamie popkultury roku 2018 nie ma już miejsca na przeestetyzowany kicz (chyba, że w pobliżu grasuje wielka małpa z Wyspy Czaszki). Współcześni twórcy wolą ubrać swoją protagonistkę w poważniejsze szaty, by odciąć się od guilty pleasure’owego wydźwięku poprzednich widowisk z Angeliną Jolie.

Lara Croft w wykonaniu Alicii Vikander posiada w sobie wojowniczą charyzmę i feministyczny wdzięk. To twarda protagonistka, która śmiało mogłaby stawić czoła Sarze Connor (oczywiście, tylko tej z Terminatora 2) czy Ripley (tutaj skonkretyzowana odsłona Obcego nie gra większej roli) – ich walka trwałaby równie długo, co bokserskie starcie między Andym Bowenem a Jackiem Burke. I choć Lara Croft nie stanowi już obiektu pożądania dla męskiej części społeczności, jak miało to miejsce przy okazji bohaterki granej przez Jolie, tak wciąż nie sposób odmówić twórcom męskiego oka w ukazaniu protagonistki (na pierwszy plan wysuwa się zwłaszcza dekolt niezależnej łowczyni skarbów).

Z drugiej strony Alicia Vikander skarżyła się w jednym z programów telewizyjnych przed premierą Tomb Raider, że w widowisku brakuje kobiecych postaci. Choć wówczas jej słowa brzmiały irracjonalnie, dziś nie sposób odmówić aktorce racji. Tropikalna wyspa ze skarbami i jaskiniami staje się patriarchalnym piekłem, w którym jedyny kobiecy pierwiastek stanowi Lara Croft. Inne bohaterki, pojawiające się na przestrzeni produkcji, posiadają diabelskie zamiary rodem z umysłów klasycznych szwarccharakterów.

Kino przygodowe bez rozwiązanych zagadek

Sama historia stanowi satysfakcjonującą genezę Tomb Raider. Twórcy decydują się wyjaśnić, jak dzielna pani archeolog odnalazła cel swojego życia (walka z organizacją „Trójca”, poszukiwania skarbów) – wychodzi im to całkiem dobrze, choć całokształtowi brakuje polotu. Fabuła posiada kilka nieznośnych dziur, zwłaszcza gdy chodzi o pierwszy akt widowiska. Zwróćcie uwagę, że każda scena akcji jest tam umiejscowiona na siłę, bez dalszego rozwijania wątku w filmie. Pościg na rowerze czy walka w azjatyckim porcie – niemal każdy dynamiczny motyw z pierwszych minut Tomb Raider ma na celu wyłącznie pobudzić widzów do dalszego śledzenia historii.

Właściwa opowieść zaczyna się wraz z trafieniem Lary Croft na tajemniczą wyspę, jednak i tu doszukiwać się można scenopisarskich klisz i schematycznych nadużyć. Zwłaszcza, że żadna z konwencji nie zostaje rozwinięta w pełnym spektrum jej możliwości. W Tomb Raider pojawiają się liczne motywy tajemniczych przedmiotów, mechanizmów oraz zagadek, jakby na scenę zaraz miał wejść Dan Brown i przedstawić kolejny kod genialnego umysłu. Niestety, twórcy nie bawią się w wyjaśnianie klucza do złamania szyfru. Inteligentna protagonistka po prostu bierze dany przedmiot do rąk, a po minucie kod jest złamany. Innym razem, gdy scenarzyści decydują się na wprowadzenie pełnej zagadki do rozwiązania, wypada ona równie banalnie co ćwiczenia z “Księgi łamigłówek 6-latka”. Szkoda, ponieważ właśnie na takich motywach powinna opierać się przygodowa adaptacja gry komputerowej spod znaku Indiany Jonesa.

Na szczęście znakomicie napisana postać Lary Croft oraz jej odtwórczyni w zupełności rekompensują scenopisarskie braki w objętych konwencjach czy wykorzystanych motywach.

Summa summarum nie było źle

Tomb Raider to przyjemne, choć mało wyrafinowane kino przygodowe z awanturniczym pazurem w tle. Wśród adaptacji gier komputerowych widowisko wiedzie jakościowy prym – pośród letnich blockbusterów najnowsza produkcja o dzielnej archeolog wypada miernie. Intryga wieje myszką, choć trzeba docenić fakt w objęciu realistycznej konwencji filmu (oczywiście, mówię tutaj o realizmie kina popcornowego – nie szukajcie w Tomb Raider naturalizmu rodem z Manchester by the Sea). Widowisko stanowi dobrą genezę ciekawej postaci. Czekam na więcej historii ze świata „Trójcy”, choć box office filmu skutecznie zatraca we mnie wiarę w powstanie kolejnych części serii. Szkoda. A czy gracze wyjdą z kina usatysfakcjonowani? Nie wiem, nigdy nie utożsamiałem się z takim środowiskiem.

Tomb Raider - podsumowanie

6.0

PLUSY:
+ Alicia Vikander w roli Lary Croft – niby mimiki brakuje, ale to świetny casting;
+ dobry film na polu adaptacji gier komputerowych;
+ względna powaga i próba racjonalnego wyjaśniania tajemnic;
+ III akt jest całkiem udany – esencja cyfrowych pierwowzorów marki łączy się z dobrym kinem przygodowym #IndianaJones;
+ Lara Croft jako wzrastająca ikona feminizmu.

MINUSY:
- niby wszystko na poważnie, a niektóre sceny wypadają tu jak karykatura znanych klisz czy motywów;
- brak wyjaśnienia niektórych zagadek (Croft po prostu je rozwiązuje);
- męskie oko kamery, łapczywie przypatrujące się Vikander w niektórych ze scen;
- twórcy nie postarali się, jeśli chodzi o kreację ciekawych scen walk;
- toporna ekspozycja;
- mało damskich protagonistek.

Ocena6.0
Reader Rating: ( 2 votes ) 7.3

banner