Ile jest komiksów Marvela i czy da się to w ogóle policzyć?

0 Comments

Ile jest komiksów Marvela i czy da się to w ogóle policzyć?

To pytanie brzmi prosto, ale odpowiedź wcale taka nie jest. Gdy sam zacząłem grzebać w historii Marvela, szybko wyszło na jaw, że mówimy nie o jednej serii, tylko o ogromnym, rozgałęzionym uniwersum publikacji. Jeśli więc chcesz wiedzieć, ile jest komiksów Marvela, przygotuj się na odpowiedź w stylu: bardzo dużo, a dokładna liczba zależy od tego, co właściwie liczymy.

Dlaczego na pytanie o liczbę komiksów Marvela nie ma jednej krótkiej odpowiedzi?

Marvel publikuje komiksy od dziesięcioleci, a jego historia sięga jeszcze czasów przed powstaniem marki w obecnym kształcie. Dla zwykłego czytelnika, który kojarzy głównie filmy, może to być zaskoczenie, ale mówimy o tysiącach zeszytów, setkach serii i niezliczonych wznowieniach. I właśnie tu zaczyna się problem: co uznać za osobny komiks?

Jeśli liczymy pojedyncze zeszyty wydawane co miesiąc, wynik będzie ogromny. Jeśli do tego dorzucimy miniserie, one-shoty, wydania specjalne, annuale, cross-overy i alternatywne linie wydawnicze, liczba rośnie jeszcze bardziej. A jeśli ktoś zacznie doliczać wydania zbiorcze, albumy, omnibuse i reedycje, to robi się z tego prawdziwy labirynt.

Jako nowicjusz patrzyłem na to trochę naiwnie: myślałem, że da się znaleźć jedną oficjalną liczbę i sprawa załatwiona. Tyle że Marvel nie jest zamkniętą kolekcją, tylko żywym organizmem, który cały czas produkuje nowe historie. To trochę jak pytanie, ile jest odcinków serialu, który wciąż trwa, ma spin-offy i co chwilę wraca z nowym sezonem.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia tego, od kiedy liczyć. Od momentu powstania Marvel Comics? Od ery superbohaterskiej? Od Fantastic Four z 1961 roku, które wielu fanów traktuje jako początek nowoczesnego Marvela? Każdy z tych punktów startowych daje inny wynik. Dlatego najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie ma jednej liczby, ale skala jest liczona w dziesiątkach tysięcy publikacji.

Szacunkowo: o jakiej liczbie w ogóle mówimy?

Jeśli interesują cię pojedyncze zeszyty komiksowe Marvela wydane na przestrzeni dekad, najbezpieczniej mówić o dziesiątkach tysięcy numerów. W różnych katalogach, bazach kolekcjonerskich i zestawieniach przewijają się liczby przekraczające 30 tysięcy, a przy szerszym ujęciu nawet więcej. Nie jest to jednak wynik ostateczny i zamknięty, bo zależy od metodologii liczenia.

W praktyce można przyjąć, że Marvel opublikował co najmniej kilkadziesiąt tysięcy komiksów w formie zeszytowej. To obejmuje główne serie o Spider-Manie, Avengers, X-Menach, Hulku, Thorze, Iron Manie, Daredevilu, Fantastycznej Czwórce i wielu mniej znanych bohaterach. Do tego dochodzą linie poboczne, imprinty dla starszych czytelników, komiksy humorystyczne, eksperymentalne i tytuły, które dziś pamiętają głównie archiwiści.

Jeśli jednak ktoś pyta bardziej potocznie: „ile jest komiksów Marvela?”, to zwykle chodzi mu nie o absolutnie każdy zeszyt, tylko o skalę zjawiska. I tu odpowiedź jest prosta: tyle, że nikt nie przeczyta wszystkiego bez ogromnej determinacji, wolnego czasu i chyba lekkiej obsesji. Nawet wieloletni fani znają tylko fragment tego katalogu.

Z perspektywy osoby, która weszła w temat przez filmy Marvela, ta liczba robi wrażenie, ale też trochę studzi zapał. Nagle okazuje się, że ekranowe uniwersum to tylko wycinek znacznie większej całości. I chyba właśnie dlatego pytanie o liczbę komiksów Marvela jest tak popularne: ludzie chcą zrozumieć, jak wielkie jest źródło, z którego kino czerpie pomysły.

Co dokładnie wchodzi do tej liczby: serie, one-shoty, eventy i wznowienia

Żeby nie zgubić się w chaosie, warto rozbić temat na części. Najbardziej klasyczna kategoria to serie regularne, czyli tytuły ukazujące się przez wiele miesięcy albo lat. Przykład? Amazing Spider-Man, Uncanny X-Men czy Avengers. Każdy numer takiej serii to osobny zeszyt, więc przy długim życiu tytułu licznik rośnie błyskawicznie.

Do tego dochodzą miniserie, czyli krótsze opowieści zamknięte zwykle w kilku numerach. Marvel uwielbia ten format, bo pozwala testować nowe pomysły, odświeżać bohaterów albo opowiadać historie poboczne bez rozwalania głównej serii. Są też one-shoty, czyli pojedyncze zeszyty stanowiące osobną całość. Niby drobiazg, ale przy tak wielkim wydawcy tych drobiazgów zbiera się naprawdę sporo.

Osobny rozdział to eventy i cross-overy. To właśnie one często przebijają się do świadomości fanów filmów, bo brzmią epicko: Civil War, Secret Wars, House of M, Infinity Gauntlet. Problem w tym, że taki event rzadko kończy się na jednej głównej historii. Zwykle ma serię główną, zeszyty poboczne, tie-iny i dodatki rozsiane po innych tytułach. Jeśli liczysz wszystko, co składa się na wydarzenie, liczba komiksów potrafi eksplodować.

No i jeszcze wznowienia. Tu zaczyna się teren grząski. Czy nowa edycja starego zeszytu to nowy komiks? Dla kolekcjonera czasem tak, dla czytelnika raczej nie. Wydania zbiorcze, deluxe edition, omnibusy czy albumy zebrane z kilku numerów zwykle nie są liczone jako nowe historie, ale w sklepach i katalogach funkcjonują jako osobne produkty. Dlatego liczba „komiksów Marvela” może oznaczać coś zupełnie innego dla fana, wydawcy i sprzedawcy.

Patrząc krytycznie, Marvel sam sobie utrudnia życie. Numeracje są resetowane, serie wracają pod tym samym tytułem, bohater dostaje nowy start, a po roku znów wraca do starej numeracji. Dla nowych odbiorców to ma być zachęta, ale w praktyce często wygląda jak bałagan w eleganckim opakowaniu. Efekt jest taki, że policzyć wszystko można, ale wymaga to cierpliwości bibliotekarza i nerwów księgowego.

Jak liczba komiksów Marvela ma się do filmów i popularności bohaterów?

Dla serwisu o filmach najciekawsze jest to, że ekranowy Marvel wyrasta z gigantycznej bazy opowieści. Kiedy widz ogląda film o Avengers, zwykle dostaje skondensowaną wersję motywów rozwijanych przez lata w komiksach. To nie jest proste przełożenie jednego zeszytu na jeden film. Częściej mamy miks kilku historii, postaci i wątków, które w druku były rozrzucone po różnych seriach.

Spider-Man to świetny przykład. Samych komiksów o nim są tysiące, jeśli zliczyć główne serie, spin-offy, alternatywne wersje i występy gościnne. A przecież w kinie widzimy tylko kilka najbardziej nośnych motywów: genezę bohatera, konflikt z Green Goblinem, relację z MJ, czasem Venoma albo multiwersum. To kropla w oceanie.

Podobnie jest z X-Menami. Filmy próbowały opowiadać o mutantach w sposób widowiskowy, ale komiksy przez dekady rozbudowały ten świat do rozmiarów niemal nieprzyzwoitych. Liczba zeszytów związanych z mutantami jest tak duża, że nowy czytelnik może dostać zawrotu głowy. I tu właśnie wychodzi przewaga, ale i wada Marvela: bogactwo materiału daje twórcom filmowym ogromne pole manewru, ale jednocześnie sprawia, że żadna ekranizacja nie jest w stanie oddać pełnej skali.

Z punktu widzenia początkującego odbiorcy to działa trochę jak reklama i ostrzeżenie jednocześnie. Z jednej strony fajnie wiedzieć, że za filmami stoi tyle historii. Z drugiej łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że trzeba znać wszystko. Nie trzeba. I szczerze mówiąc, mało kto zna wszystko. Marvel jest tak rozległy, że nawet długoletni czytelnicy wybierają własne ścieżki: jedni siedzą w kosmosie, inni w ulicznych bohaterach, a jeszcze inni śledzą tylko eventy.

Czy warto próbować ogarnąć całość, skoro komiksów Marvela jest aż tyle?

Krótko mówiąc: nie, jeśli twoim celem jest przeczytanie absolutnie wszystkiego. To plan ambitny, ale mało realistyczny. Lepiej potraktować Marvela jak wielką mapę, po której poruszasz się według własnych zainteresowań. Jeśli lubisz filmy o Avengers, zacznij od najważniejszych historii tej drużyny. Jeśli wolisz mroczniejsze klimaty, sprawdź Daredevila albo Punishera. Jeśli kręci cię kosmos, sięgnij po Strażników Galaktyki czy Silver Surfera.

Wbrew pozorom ogrom katalogu nie musi być wadą. Może być zaletą, bo daje wybór. Problem pojawia się wtedy, gdy marketing i fandom próbują wmówić nowym ludziom, że istnieje jakaś jedna obowiązkowa ścieżka. Nie istnieje. Marvel przez lata sam produkował tyle treści, że stworzył system niemal nieprzyjazny dla świeżych odbiorców. Ale jeśli odpuścisz potrzebę ogarniania wszystkiego, nagle robi się dużo łatwiej.

Jako ktoś, kto wszedł w temat od strony filmowej, mam do tego mieszane uczucia. Z jednej strony imponuje mi skala i to, jak wiele pomysłów narodziło się w komiksach na długo przed premierami kinowymi. Z drugiej widzę też zmęczenie materiału: ciągłe restarty, kolejne wersje tych samych bohaterów i mnożenie tytułów czasem bardziej rozmywa markę, niż ją wzmacnia. Ale może właśnie na tym polega urok Marvela — to nie jest idealnie uporządkowane muzeum, tylko hałaśliwe, niekończące się uniwersum.

Jeśli więc pytasz, ile jest komiksów Marvela, odpowiedź brzmi: bardzo dużo, najpewniej kilkadziesiąt tysięcy zeszytów, a dokładna liczba zależy od tego, co liczysz. Ważniejsze od samej cyfry jest jednak to, że za filmami, które oglądasz, stoi gigantyczna biblioteka historii. I nawet jeśli nigdy nie przeczytasz całości, samo odkrywanie wybranych fragmentów może być świetną zabawą.

Najczęściej zadawane pytania

Ile jest wszystkich komiksów Marvela?

Nie ma jednej oficjalnej, zamkniętej liczby, ale najczęściej mówi się o dziesiątkach tysięcy zeszytów. Przy szerokim liczeniu można spokojnie zakładać, że Marvel opublikował co najmniej kilkadziesiąt tysięcy komiksów.

Czy da się policzyć wszystkie komiksy Marvela co do jednego?

Teoretycznie tak, ale trzeba najpierw ustalić zasady liczenia. Problem w tym, że są serie regularne, miniserie, one-shoty, annuale, wznowienia i wydania specjalne, więc różne bazy podają różne wyniki.

Czy do liczby komiksów Marvela wlicza się wznowienia?

Zwykle nie, jeśli mówimy o liczbie unikalnych historii. Wznowienia to najczęściej te same treści wydane ponownie, choć w sklepach i katalogach funkcjonują jako osobne produkty.

Od kiedy liczy się komiksy Marvela?

To zależy od przyjętej perspektywy. Niektórzy liczą od wcześniejszych publikacji związanych z Marvel Comics, a inni od nowoczesnej ery Marvela, którą często łączy się z debiutem Fantastic Four z 1961 roku.

Który bohater Marvela ma najwięcej komiksów?

W ścisłej czołówce są Spider-Man, X-Meni i Avengers jako marka zespołowa. Szczególnie Spider-Man ma ogromną liczbę serii głównych, pobocznych i alternatywnych wersji.

Czy filmy Marvela bazują na wszystkich komiksach?

Nie, filmy czerpią tylko z części dorobku wydawniczego. Najczęściej łączą motywy z kilku różnych historii i upraszczają je tak, by działały w kinie.

Czy trzeba znać wszystkie komiksy Marvela, żeby oglądać filmy?

Absolutnie nie. Filmy są projektowane tak, by dało się je oglądać bez znajomości komiksów, a znajomość oryginałów jest raczej dodatkiem niż obowiązkiem.

Jak zacząć czytać Marvela, skoro komiksów jest tak dużo?

Najlepiej wybrać jednego bohatera albo jeden zespół, który najbardziej cię interesuje. Zamiast próbować ogarnąć całość, warto zacząć od polecanych historii startowych i stopniowo poszerzać listę.

Dodaj komentarz