Mel Gibson – jakie filmy wyreżyserował i czy naprawdę ma rękę do kina?
Mel Gibson większości widzów kojarzy się najpierw z aktorstwem, a dopiero potem z reżyserią. To dość zabawne, bo jako twórca za kamerą potrafił zostawić po sobie filmy głośne, mocne i zwyczajnie trudne do zignorowania. Jeśli więc zastanawiasz się, jakie filmy wyreżyserował Mel Gibson, to odpowiedź jest krótsza, niż można by sądzić, ale za to bardzo konkretna.
Na blogu o filmach łatwo wpaść w pułapkę prostego wyliczania tytułów, ale tutaj warto pójść krok dalej. Gibson nie reżyserował hurtowo, za to każdy jego projekt wywoływał emocje: czasem zachwyt, czasem spory, a czasem jedno i drugie naraz. I właśnie dlatego dobrze przyjrzeć się jego filmografii reżyserskiej trochę uważniej.
Mel Gibson jako reżyser – krótka filmografia bez lania wody
Jeśli odpowiedzieć wprost na pytanie, jakie filmy wyreżyserował Mel Gibson, lista wygląda następująco: Człowiek bez twarzy z 1993 roku, Braveheart. Waleczne serce z 1995, Pasja z 2004, Apocalypto z 2006 oraz Przełęcz ocalonych z 2016 roku. To nie jest dorobek ilościowy, który przytłacza liczbą. To raczej zestaw filmów, które każdy na swój sposób próbował zrobić „na serio”, bez bezpiecznego grania pod środek.
I to chyba pierwsza rzecz, którą warto o Gibsonie powiedzieć jako początkujący obserwator jego reżyserskiej drogi: on nie wygląda na twórcę, który bierze projekt tylko po to, żeby odhaczyć kolejną pozycję w CV. Każdy z tych filmów jest mocno osadzony w konkretnym tonie i ma wyraźny ciężar emocjonalny. Nawet kiedy coś w nich zgrzyta, trudno odmówić im ambicji.
Co ciekawe, choć serwis dotyczy szeroko filmów, a bliżej mu do science fiction i fantastyki, Gibson jako reżyser właściwie nie wszedł w kino SF. To ważne dopowiedzenie dla widza, który zna go z bardziej widowiskowych ról i mógłby zakładać, że za kamerą też ciągnęło go do futurystycznych światów. Nie – jego kino reżyserskie jest raczej historyczne, religijne, wojenne i dramatyczne. Fantastyki tu nie ma, ale jest za to rozmach, brutalność i bardzo wyraźna wizja.
Od „Człowieka bez twarzy” do „Braveheart” – początki, które szybko przestały być skromne
Debiutem reżyserskim Gibsona był Człowiek bez twarzy. To film, o którym dziś mówi się rzadziej niż o jego późniejszych tytułach, a szkoda, bo dobrze pokazuje, że Gibson od początku interesował się historiami o odrzuceniu, winie i próbie odzyskania godności. Nie jest to kino efektowne, bardziej kameralne, wręcz intymne. Jak na debiut – całkiem pewne formalnie, choć jeszcze bez tej wielkiej skali, z którą później zaczął być kojarzony.
Ten film nie zrobił aż takiego hałasu jak kolejne produkcje, ale właśnie dlatego jest ciekawy. Widać w nim reżysera, który nie próbuje od razu krzyczeć do widza. Zamiast tego buduje relacje między bohaterami i sprawdza, czy potrafi prowadzić opowieść opartą bardziej na emocji niż na widowisku. Moim zdaniem to był sensowny start, nawet jeśli dziś pozostaje trochę w cieniu.
Potem przyszedł Braveheart. Waleczne serce i tu już nie było mowy o cichym rozwijaniu kariery. To film ogromny, patetyczny, brutalny i bardzo skuteczny. Gibson nie tylko go wyreżyserował, ale też zagrał główną rolę Williama Wallace’a, więc wziął na siebie podwójny ciężar. Efekt? Produkcja zdobyła ogromne uznanie, w tym Oscara za najlepszy film i za reżyserię.
Oczywiście z perspektywy czasu można się czepiać historycznych uproszczeń, przesadnego romantyzmu czy tego, że film momentami jedzie po emocjach naprawdę bez hamulców. Tyle że właśnie to jest część jego siły. Braveheart nie udaje chłodnej rekonstrukcji dziejów. To kino, które chce porwać, wzruszyć i wstrząsnąć. I robi to z taką energią, że trudno przejść obok niego obojętnie, nawet jeśli ktoś patrzy na nie bardziej krytycznie.
W tym momencie stało się jasne, że Gibson nie jest aktorem, który „spróbował sobie” reżyserii. On po prostu okazał się pełnoprawnym twórcą z wyraźnym temperamentem. I choć nie każdy musi lubić ten styl, trudno zaprzeczyć, że jest rozpoznawalny.
„Pasja” i „Apocalypto” – kino skrajne, ryzykowne i bardzo autorskie
Gdyby ktoś chciał wskazać moment, w którym Gibson jako reżyser poszedł na całość, to byłaby nim Pasja. Film opowiadający o ostatnich godzinach życia Jezusa od początku budził ogromne emocje. Jedni widzieli w nim przejmujące, bezkompromisowe kino religijne, inni zarzucali mu epatowanie cierpieniem i przesadę. Prawda jest taka, że Pasja nie daje się łatwo zneutralizować.
To film bardzo fizyczny, wręcz bolesny w odbiorze. Gibson nie ucieka od przemocy, tylko ją eksponuje, co dla części widzów było doświadczeniem mocnym, a dla innych zwyczajnie nie do przyjęcia. Jako nowicjusz w krytycznym patrzeniu na kino mam wrażenie, że to właśnie tutaj najlepiej widać jego największą zaletę i największy problem zarazem. Zaletą jest odwaga formalna i konsekwencja. Problemem – skłonność do przeciążania obrazu cierpieniem tak bardzo, że czasem treść zaczyna ustępować intensywności.
Nie da się jednak odmówić Pasji wpływu. To był film wydarzenie, o którym dyskutowali nie tylko kinomani, ale też ludzie zwykle nieśledzący premier. W dodatku Gibson postawił na języki historyczne, co samo w sobie było ryzykiem. A jednak projekt okazał się sukcesem komercyjnym i jednym z najbardziej rozpoznawalnych tytułów w jego dorobku reżyserskim.
Jeszcze ciekawsze jest dla mnie Apocalypto, bo to film, który nie bywa wymieniany tak odruchowo jak Braveheart czy Pasja, a zasługuje na bardzo poważną uwagę. Gibson przeniósł akcję do czasów cywilizacji Majów i znów postawił na język inny niż angielski. To kino pościgu, przetrwania i rozpadu świata, pokazane z ogromną energią. Film jest brutalny, intensywny i miejscami niemal hipnotyczny.
To też przykład tego, jak Gibson potrafi opowiadać obrazem. W Apocalypto jest mniej gadania, a więcej napięcia budowanego ruchem, rytmem i zagrożeniem. Jasne, historycy i tutaj znajdą sporo powodów do narzekania, ale jako czysto filmowe doświadczenie ten tytuł działa naprawdę mocno. Dla widza zainteresowanego kinem przygodowym i survivalowym to pozycja wręcz obowiązkowa.
Co ważne, ani Pasja, ani Apocalypto nie mają nic wspólnego z science fiction, ale oba pokazują coś, co bywa bliskie fanom fantastyki: budowanie obcego, odległego świata z własnymi regułami, językiem i atmosferą. Gibson nie tworzy futurystycznych wizji, ale potrafi sprawić, że przeszłość wydaje się równie egzotyczna i niepokojąca jak niejedna planeta z kina SF.
„Przełęcz ocalonych” – dojrzalszy Gibson i powrót w wielkim stylu
Po dłuższej przerwie Gibson wrócił jako reżyser filmem Przełęcz ocalonych. To historia Desmonda Dossa, żołnierza, który podczas II wojny światowej odmówił noszenia broni, a mimo to wykazał się niezwykłym bohaterstwem. Brzmi jak materiał na laurkę, ale film na szczęście nie jest tylko pomnikiem. Gibson znów sięga po temat wiary, przemocy i poświęcenia, ale robi to trochę dojrzalej niż wcześniej.
Najmocniej działa tu kontrast między pierwszą a drugą częścią filmu. Najpierw dostajemy dość klasycznie poprowadzony dramat biograficzny, a potem wchodzimy w sekwencje wojenne, które są brutalne, chaotyczne i bardzo intensywne. Gibson nie złagodniał w pokazywaniu przemocy, ale tym razem wydaje się bardziej skupiony na sensie tej brutalności niż na samym szoku.
Przełęcz ocalonych została bardzo dobrze przyjęta i przypomniała, że Gibson jako reżyser nadal potrafi robić kino duże, emocjonalne i technicznie sprawne. To chyba jego najbardziej przystępny film z późniejszego okresu – taki, który łatwiej polecić szerokiej publiczności niż Pasję czy Apocalypto. Jest w nim patos, ale nie aż tak przytłaczający. Jest przemoc, ale podporządkowana opowieści. I jest też bohater, którego da się zrozumieć bez konieczności akceptowania wszystkiego, co film chce nam narzucić.
Jeśli ktoś pyta, od czego zacząć poznawanie Gibsona jako reżysera, to paradoksalnie właśnie ten tytuł może być najlepszym wejściem. Nie dlatego, że jest najwybitniejszy bezdyskusyjnie, ale dlatego, że dobrze zbiera jego najważniejsze cechy: zamiłowanie do skrajnych emocji, zainteresowanie moralnym konfliktem i umiejętność budowania wielkich scen.
Co łączy filmy wyreżyserowane przez Mela Gibsona?
Kiedy spojrzeć na wszystkie filmy, które wyreżyserował Mel Gibson, widać kilka powracających motywów. Po pierwsze: cierpienie. Gibson wyraźnie interesuje się bohaterami wystawionymi na próbę fizyczną i psychiczną. Po drugie: wiara albo szerzej – przekonanie, że człowiek jest gotów poświęcić bardzo wiele dla idei, honoru czy sumienia. Po trzecie: przemoc, pokazywana bez większego upiększania.
To nie jest kino lekkie ani szczególnie ironiczne. Gibson raczej nie mruga do widza. Nawet kiedy opowiada historię prostą, robi to z pełnym zaangażowaniem, jakby stawka zawsze była ostateczna. Dla jednych to zaleta, bo daje poczucie obcowania z twórcą bezkompromisowym. Dla innych wada, bo czasem brakuje dystansu i subtelności. Ja powiedziałbym tak: jego filmy rzadko są delikatne, ale prawie nigdy nie są obojętne.
Warto też zauważyć, że Gibson lubi osadzać akcję w wyraźnie zdefiniowanych światach – średniowieczna Szkocja, Judea czasów Chrystusa, cywilizacja Majów, front II wojny światowej. To nie są przypadkowe dekoracje. U niego tło historyczne ma wagę i wpływa na wszystko: język, rytm scen, sposób filmowania, a nawet rodzaj emocji, które mają wybrzmieć. Może właśnie dlatego jego kino bywa tak intensywne – bo nie opiera się wyłącznie na fabule, ale też na mocno zbudowanej atmosferze.
Czy Mel Gibson jest wybitnym reżyserem? To pytanie pewnie jeszcze długo będzie dzielić widzów. Ja nie mam poczucia, że każdy jego film jest arcydziełem. Mam za to poczucie, że jako reżyser ma coś, czego wielu sprawnym rzemieślnikom brakuje: własny nerw. A w kinie to bywa ważniejsze niż idealna równość formy.
Najczęściej zadawane pytania
Jakie filmy wyreżyserował Mel Gibson?
Mel Gibson wyreżyserował pięć pełnometrażowych filmów: Człowiek bez twarzy, Braveheart. Waleczne serce, Pasja, Apocalypto oraz Przełęcz ocalonych.
Który film Mela Gibsona jako reżysera zdobył Oscara?
Największy sukces oscarowy odniósł Braveheart. Waleczne serce. Film zdobył między innymi Oscara za najlepszy film i za najlepszą reżyserię dla Gibsona.
Czy Mel Gibson reżyserował filmy science fiction?
Nie, jako reżyser Mel Gibson nie ma w dorobku pełnometrażowego filmu science fiction. Jego kino skupia się głównie na dramacie historycznym, wojennym i religijnym.
Jaki był debiut reżyserski Mela Gibsona?
Debiutem reżyserskim Gibsona był Człowiek bez twarzy z 1993 roku. To bardziej kameralny dramat niż widowisko, z jakim później zaczął być kojarzony.
Który film wyreżyserowany przez Mela Gibsona jest najbardziej kontrowersyjny?
Za najbardziej kontrowersyjny najczęściej uznaje się Pasję. Film wzbudzał dyskusje ze względu na bardzo dosadne sceny przemocy i silny wydźwięk religijny.
Czy Mel Gibson grał w filmach, które sam wyreżyserował?
Tak, wystąpił między innymi w Człowieku bez twarzy i Braveheart. Waleczne serce. Nie zagrał jednak głównych ról we wszystkich swoich reżyserskich projektach.
Który film Gibsona jako reżysera warto obejrzeć na początek?
Dobrym wyborem na start jest Przełęcz ocalonych albo Braveheart. Pierwszy pokazuje dojrzalszy styl reżysera, a drugi jego najbardziej widowiskowe i klasycznie znane oblicze.
Czy „Apocalypto” to udany film Mela Gibsona?
Wielu widzów i krytyków uważa Apocalypto za jeden z jego najlepszych filmów reżyserskich. Doceniane są zwłaszcza tempo, napięcie i sugestywne pokazanie świata przedstawionego.