Home Recenzje Climax – recenzja filmu. Tancerze – impreza – sangria

Climax – recenzja filmu. Tancerze – impreza – sangria

Climax – recenzja filmu. Tancerze – impreza – sangria 9.0

Tancerze – impreza – winyle – sangria – dziewczyny – dziecko – flaga – sangria – korytarz – lustro – las – sangria – śmiech – śnieg – krzyk – sangria – nóż – krew – łzy – sangria. Oto recenzja filmu Climax.

Gaspar Noé stworzył na tyle rozpoznawalną estetykę swoich filmów, że ta przenika nawet w warstwę marketingową – np. do zwiastunów (stamtąd pochodzi zresztą cytat użyty przeze mnie we wstępie). Po zadziwiająco słabym i najbardziej żerującym prostą kontrowersją Love, reżyser powraca na właściwe tory swej twórczości – prowadzącej przez nałóg i nihilizm, społeczny brud i brak perspektyw zmanieryzowanej populacji ziemskiego globu. Niczym w kinie Wojciecha Smarzowskiego, także tutaj nie ma miejsca na litość i współczucie. Idealizm traktowany jest jak śmiertelna choroba roznoszona drogą płciową. Twórca po raz kolejny przesuwa granicę percepcyjnego dyskomfortu, więzi bohaterów w ciasnych przestrzeniach, rejestruje ich zachowanie wirującą kamerą – tym samym serwuje widzom degustację narkotykowego szaleństwa. Formalna niezależność prowadzi do kina awangardowego. System pracy argentyńskiego reżysera odstaje przy tym od klasycznych sposobów produkowania filmu. Gaspar Noé nie robi kina – on kładzie LSD pod język kultury, wstrzykuje heroinę w celuloidowe żyły taśmy filmowej.



Climax: – nóż – krew – łzy

Climax posiada właściwie każdy element utożsamiany z kinem Gaspara Noé: jest zabawa z warstwą niediegetycznych napisów, jest rozszalała kamera i niekonwencjonalne punkty obserwacji rzeczywistości profilmowej, aż w końcu: jest przewrotne podejście do linearności narracji oraz demaskacja chwytów kojarzonych z medium kinematografii. Niczym w kultowym Nieodwracalnym, film rozpoczyna się od napisów końcowych oraz poprzedzających je ujęcia krwawiącej bohaterki na tle nieskalanie białego (czystego) limbo. Tym samym twórca stosuje chwyt utożsamiany z narracją powieści psychologicznej – informacje o śmierci niektórych bohaterów (czy po prostu: ich złej doli) ujawnione zostają na samym początku podjętej narracji, by w późniejszej części odbiorca skupił się na emocjach i wewnętrznych przeżyciach prezentowanych postaci. To jednak gatunkowa swawola, przewrotna gra z widzem. Przedstawione osoby nie posiadają psychologicznej głębi – posługują się sloganami, tanimi wymówkami i pustosłowiem kapitalistycznej cywilizacji (dostrzegalnej zwłaszcza dziś, choć akcja filmu osadzona została w latach 90. ubiegłego stulecia).

Z drugiej strony rozpoczęcie historii „od końca” nasuwa skojarzenie z kinem Michaela Haneke. Twórca już na starcie informuje odbiorcę o drapieżności obrazu, daje mu ostrzeżenie – zielone światło przyzwalające zawczasu opuścić salę kinową. Wśród osób, które zostały na sali demaskuje zainteresowanie przemocą oraz przełamaniem tematów tabu.

Climax: tancerze – impreza – winyle

Wszyscy widzowie, którzy pozostali na sali kinowej, stopniowo uczestniczą w dehumanizującym spektaklu tańca i rzygowin. Fabuła skupia się na grupie tancerzy biorących udział w próbie przed występem. Całość rozgrywa się w murach obskurnej świetlicy umiejscowionej gdzieś pośród przestrzeni. Twórca dał swoim aktorom wolną rękę – choreografia tańca została ułożona tylko dla pierwszej sceny. W pozostałych fragmentach Climaxu tancerze improwizują, prezentując odmienne stylistyki oraz różnoraką ekspresję. Warto też wspomnieć, że muzyka towarzyszy aktorom od pierwszych momentów trwania filmu i nie cichnie właściwie ani na moment. Gaspar Noé żongluje nurtami – obok The Rolling Stones znajduje się miejsce dla Daft Punku oraz Aphex Twin.

Zainscenizowany początek oraz późniejszy taneczny jam session tylko podkreśla rozpad wszelkich struktur, który spowodowany zostaje pitą przez bohaterów sangrią. Ktoś dodał do alkoholu narkotyk. Jego konsekwencje okazują się bardzo bolesne dla bohaterów filmu. Świadomość (ego) postaci stopniowo ustępuje, skutecznie zdominowana przez podświadome popędy oraz niepokoje (id). Bohaterowie zamykają się w sobie, ich ciała wydają się więzieniami (pustymi skorupami zmuszonymi do ruchu pod wpływem muzyki – przywodzi to na myśl zabawne skojarzenie z chocholimi podrygami pod koniec „Wesela”). Podobnie sprawa ma się z dziwną przestrzenią, w której znaleźli się młodzi. O ile pierwsza scena nie stroni od musicalowego przepychu – kamera na długim ujęciu przemierza tłum, stosowane są szerokie kadry – tak późniejszy moment improwizowanego pląsu zamknięty zostaje w nieruchomym kadrze z góry, z lotu ptaka, umiejscowionego prostopadle do parkietu. Ciekawy zabieg serwuje dwuwymiarowy wgląd w sytuację. To ciekawe, zwłaszcza że taniec utożsamiany jest raczej z działaniem przestrzennym.

Climax: dziewczyny – dziecko

Gaspar Noé znów rozbija strefę komfortu odbiorcy, pozwalając mu na nowo zdefiniować granice posiadanej percepcji. Podświadomość stopniowo przejmuje kontrolę nad postaciami, na wierzch wychodzą kontrowersyjne fetysze oraz popędy. Twórca odhacza niemal każdy podpunkt z długiej listy tematów tabu: w Climaxsie mamy m.in. do czynienia ze społecznym linczem oraz aborcją. Najgorszy wydaje się jednak kontekst najwyżej ośmioletniego chłopca, który również zażywa narkotyki. Nierozwinięty umysł małego człowieka jest podatny na wszelkie psychodeliczne sugestie – twórcy VR zalecają swój sprzęt użytkownikom powyżej 12 roku życia, zaś szpitale psychiatryczne niejednokrotnie odnotowują przypadki pacjentów, którzy zbyt wcześnie zapalili marihuanę. Nie muszę zatem opisywać, co w zetknięciu się ze scenopisarskim fatalizmem Gaspara Noé dzieje się z chłopcem w późniejszej części filmu.

Kamera z wolna podąża za bohaterami, przemierzającymi klaustrofobiczne korytarze – te dodatkowo skąpane zostają psychodelicznym światłem. Dante pogrywa z piekłem Pasoliniego, do którego inspiracje twórca zdradza na wczesnym etapie filmu. Na ekranie pojawiają się kasety VHS z ulubionymi filmami / literaturą Gaspara Noé. Obok Salo, czyli 120 dni Sodomy pojawiają się tytuły kina eksploatacji, Taksówkarz w reżyserii Martina Scorsese oraz włoska Suspiria. Natchniony wskazanymi tytułami reżyser i scenarzysta zmusza widza do towarzyszenia bohaterom w najgorszym bad tripie ich życia – skąpanym w zwierzęcej chuci, fekaliach, dosadnym gore oraz spazmatycznych podrygach tanecznych.



Climax: sangria

Wolny od gatunkowych stygmatyzacji, Gaspar Noé realizuje kino na skraju awangardy. Osnuty formalną maestrią, kumuluje tutaj najlepsze chwyty kojarzone z Nieodwracalnym oraz Enter the Void. Climax to najczarniejsza groteska oraz obraz społecznego rozpadu wszelkich norm oraz struktur – anarchia totalna. Kolejne karykatury przemierzają ekran, gorsząc odbiorcę postępującą dehumanizacją oraz zupełną bezcelowością podjętych czynów. Twórca nie wierzy w ludzkość, widzi w niej więcej zwierząt niż istot myślących świadomie. Nic dziwnego, że żadna z wypowiedzi nie służy fabule. Climax może być traktowany właściwie jako kino nieme (zresztą: nieprzypadkowo pojawiają się plansze napisów ekspozycyjnych, jak w większości tytułów z początków XX wieku). Z drugiej strony film to musical zupełny, w którym taniec wyraża więcej niż jakiekolwiek słowo czy rozmowa. Dobrze, że po Love nastąpił Climax.

Climax - podsumowanie:

9.0

PLUSY:
+ niekonwencjonalność – musical jak żaden inny;
+ anarchia totalna;
+ rozbudowane choreografie tańca;
+ świetne operowanie przestrzenią, chwytami operatorskimi oraz teledyskowym montażem;
+ soundtrack;
+ artystyczna degustacja narkotykowego szaleństwa;
+ film pozwala widzowi zdefiniować granice poczucia dyskomfortu.
MINUSY:
- znawcy twórczości Gaspara Noé zauważą, że reżyser i scenarzysta powoli zaczyna się powtarzać.

Ocena9.0
Reader Rating: ( 1 vote ) 7.8