Home Recenzje Deadpool 2 – recenzja filmu. Bohaterowie stoją w miejscu, fabuła się nie klei… Tylko żarty wyszły

Deadpool 2 – recenzja filmu. Bohaterowie stoją w miejscu, fabuła się nie klei… Tylko żarty wyszły

Deadpool 2 – recenzja filmu. Bohaterowie stoją w miejscu, fabuła się nie klei… Tylko żarty wyszły 5.0

Deadpool powraca na ekrany kin. Kontynuacja zadowoli fanów oryginału – ja niestety się do nich nie zaliczam. Nie rozwinęli postaci, fabuła się nie klei i tylko żarty jak zawsze wypadły celnie. Przed Wami recenzja filmu Deadpool 2.

Przyznaję, nie przepadam za pierwszym Deadpoolem. Potrafię docenić jego znaczenie dla rynku adaptacji komiksów (zwłaszcza tych superbohaterskich), zwracam uwagę na finezję, z jaką twórcy łączą przerysowaną przemoc z intertekstualnym dowcipem, ponad wszystko doceniam kreację Ryana Reynoldsa, któremu po długich latach wreszcie udało się wcielić w ulubionego herosa. Nie można zapomnieć też o samoświadomości tytułowej postaci, punktującej widowisko w skali jakości – Deadpool wie, że znajduje się w filmie superbohaterskim, czasem nazywa poszczególne osoby wedle nazwisk ich odtwórców, innym razem zwraca się bezpośrednio do widza, patrząc przy tym w kamerę (zabieg zakazany w medium kina). Przeszkadzało mi natomiast, że opisana wyżej szalona i niczym nie skrępowana rama narracyjna, której tok fabularny można byłoby wyznaczyć przez najbardziej absurdalne zakątki wyobraźni scenarzystów, ograniczona zostaje tak jałowym i pustym kagańcem historii. Deadpool 2 to klasyczna hollywoodzka kontynuacja – wszystkiego jest więcej, głośniej i mocniej. Niestety, dotyczy to również błędów pierwowzoru.

Dlaczego tyle tu powagi?





Wspomniane błędy i schematy z pierwszego Deadpoola można usprawiedliwić. Historia bazowała na banałach, by nie rozpraszać widza, skonsternowanego niestandardowym superbohaterem. Na szczęście ekspozycję Deadpoola mamy już za sobą – nastał czas na rozwój! Po kontynuacji spodziewałem się skupienia na fabule oraz intrygujących scen pojedynków. Tym bardziej, że za kamerą stanął David Leitch, reżyser Johna Wicka i Atomic Blond, człowiek, pod batutą którego walka wręcz i strzelanina przyjmuje na dużym ekranie baletową doskonałość. Co otrzymałem w zamian? Los chaos. Tytuł z nerwowym montażem w scenach walk, uginający się pod naporem własnych żartów (niekiedy bardzo ciężkostrawnych), z drugiej strony popadający w naiwnie dramatyczne tony. Deadpool i dramat? Czy to się łączy? Twórcy próbują rozładować ten pretensjonalny kłębek. Deadpool w pewnym momencie mówi: nie bądźmy mroczni jak kinowe uniwersum DC. Niestety, tacy właśnie jesteście. Na pewno nie w każdej scenie czy wypowiedzianym dialogu (wydaje się, że maestria pretensjonalnego kina superbohaterskiego została już zawieszona dostatecznie wysoko przez Zacka Snydera). Na przestrzeni filmu pojawia się jednak kilka przesadnie dramatycznych scen, które niewspółmiernie łączą się z penis joke’ami oraz gwałtownym temperamentem samego Deadpoola.

W tytułową postać superbohatera po raz kolejny wpisany zostaje archetyp smutnego klauna. Było to już zauważalne na przestrzeni pierwszego widowiska. Tym razem jeden z bohaterów filmu bezpośrednio zwraca się w ten sposób do Deadpoola. Oczywiście, w ramach każdego szanującego się produktu z sygnaturą Hollywood (nie chodzi mi o dwudziestą kontynuację American Pie), wszystkie komediowe elementy produkcji powinny być zrównoważone z bardziej dramatycznymi momentami. Problem polega na tym, że zaraz na początku Deadpoola 2 ginie osoba istotna dla Wade’a Wilsona. Później bohater widzi się z nią w onirycznych scenach, podkreślających dramat postaci (te narzucają się, wypadając koszmarnie kiczowato). Po co ta powaga?

Koniec widowiska umiejętnie potrafi wycisnąć łzy bardziej wrażliwym widzom na sali kinowej (dama w fotelu obok zalała się tak gorzkimi łzami, że do teraz zastanawia mnie, jak przeżyła seans Króla Lwa lub Titanica – oczywiście, jeśli w takowym brała kiedykolwiek udział). Czy słowa krytyki wobec skrajnych momentów filmu są zatem wskazane? Projekcja wywiera na odbiorcach upragnione wrażenie katharsis, a przecież ono jest jednym z najważniejszych wymogów sztuki teatralnej i kinowej.

Nie rozwinęli postaci, fabuła się nie klei i tylko żarty jak zawsze wypadły celnie





Twórcy nie wierzą w zdolność odbiorcy do odpowiedniego wczucia się i uwierzenia w smutek Deadpoola. Nie ufają też, że widzowie zrozumieją rzucane żarty czy cytowane sceny. Owszem, gdzieś na drugim planie zobaczyć można graffiti ze Stanem Lee, kolejni autorzy komiksów zostają przytoczeni m.in. w nazwach ulic, a Wilson ubiera w pewnym momencie koszulę znaną z Parku Jurajskiego (te easter eggi na szczęście nie zostają wytłumaczone). Niestety, większość intertekstualnych żartów, odwołujących się do innych filmów czy kinowych uniwersów zostaje wyjaśniona niemal natychmiastowo (by przytoczyć zupełnie spaloną aluzję do Nagiego instynktu). Innym razem przytoczenie podobnego humoru jest dostatecznie czytelne, że nie wymaga większego sprostowania. I nie chodzi mi, że tytuł jest nieśmieszny czy oparty na żartach z Kaczora Donalda – przeciwnie, sam niejednokrotnie śmiałem się wniebogłosy. Twórcy stąpają jednak po cienkiej linii między samoświadomym humorem a niepożądaną autoparodią (względem zamierzonej parodii schematów kina superbohaterskiego).

Nie zrozumcie mnie źle. Deadpool 2 nie jest złym filmem. Widowisko równoważy niewłaściwe elementy w stosunku do tych dobrych, popadając w zero-jedynkowe kategorie. Na każdy dobry żart przypada jeden fatalny. Gorzej jeśli chodzi o toporny tok fabularny. Krytykuję tak wiele aspektów produkcji, gdyż odebrały one czas na rozwinięcie kilku intrygujących postaci. Deadpool 2 to film, którego kampania marketingowa rozpoczęła się od wypromowania Domino (Zazie Beetz) i Cable’a (Josh Brolin) – dwóch nowych towarzyszy pyskatego najemnika. Domino to bohaterka, która po prostu posiada szczęście (potraktujcie to jako super-moc), Cable nawiązuje do przeszarżowanych protagonistów kina akcji lat 90. – posiada przy tym ciało cyborga oraz zdolność do teleportacji w czasie. Problem polega na tym, że ciągnące się w nieskończoność żarty, ckliwe melodie do onirycznych scen pod wodą czy masa trzecioplanowych postaci z zabawnymi kwestiami nie pozwala w pełni rozwinąć się ukazanym bohaterom. Cierpi na tym również antagonista. Materiały marketingowe nie ujawniają, kim jest niebezpieczny typ zagrażający Deadpoolowi – w tym wypadku gwarantuję zaskoczenie, zwłaszcza fanom komiksów.

Czy warto wybrać się do kina?

Fani pierwszego Deadpoola zakochają się w jego kontynuacji. Nie ma się co dziwić, intertekstualny humor niejednokrotnie trafia tutaj w sedno, a kolejne przytyki w stronę MCU czy DCEU wywołują szczery uśmiech na twarzy odbiorców. Również interakcje nawiązane przez Wade’a Wilsona z innymi postaciami wydają się szczere i – nie bójmy się tego słowa – urzekające. Problem stanowi tutaj fabularny chaos. Wydaje się, że scenopisarski duet Rhetta Reese’a i Paula Wernicka buduje swoje historie, najpierw wymyślając ciekawy koncept, później wrzucając do niego jak najwięcej żartów. Powstałą zawiesinę muszą przelać do naczynia – fabuły (tak powstał Zombieland i pierwszy Deadpool). Deadpool 2 to popękane akwarium z piraniami, planktonem i rybką błazenkiem – nieszczególnie przykuwające wzrok, jednak robiące wrażenie plastikową syrenką z nagim biustem.

Deadpool 2 - podsumowanie:

5.0

PLUSY:
+ intertekstualny dowcip
+ aktorsko film obsadzony jest niemal perfekcyjnie – każdy aktor daje z siebie wszystko (może poza T.J. Millerem, ale on już tutaj nie powróci #metoo)
+ interakcje między bohaterami zostają poprowadzone w perfekcyjny sposób
+ znakomity początek filmu i równie satysfakcjonujące zakończenie
+ uniwersum Deadpoola się rozrasta (gdyby tylko twórcy mogli nad nim zapanować...)
+ sceny po napisach to osobne arcydzieło kina światowego – REWELACJA!

MINUSY:
- niektóre żarty są zbyt przeciągnięte lub twórcy decydują się na ich natychmiastowe wyjaśnienie
- chaotyczne sceny walk - operator z parkinsonem i montażysta na speedzie
- fabuła przypomina niekompatybilną strukturę serialu – czasem zbyt dynamiczną, czasem zbyt wolną, przeładowaną postaciami, lokacjami i żartami
- momentami - naprawdę, czasami - film chce brzmieć dorośle i poważnie, gdy chwilę później Ryan Reynolds rzuca żartem o swoim penisie
- zmarnowany potencjał antagonisty, jak również nie wykorzystane postacie Domino i Cable'a (za mało Josha Brolina – to boli)
- podkład muzyczny przypomina tutaj listę przebojów z drugorzędnej rozgłośni radiowej – ten sam problem, co w przypadku Legionu samobójców

Ocena5.0
Reader Rating: ( 4 votes ) 7

  • iaLath

    Miałem podobnie, Deadpool 2 może i sypał żartami na lewo i prawo ale w pewnym momencie stwierdziłem że ten film jest sumą posklejanych śmiesznych scenek. Jednak hype na Deadpool’a spowodował że film mimo że słaby odniósł sukces. Tak naprawdę jedyną scenę która ratowała ten film to była scena końcowa z wehikułem czasu 🙂