Home Recenzje Dziedzictwo. Hereditary – recenzja filmu. Szaleństwo, groza i okultyzm. Najlepszy horror ostatniej dekady?

Dziedzictwo. Hereditary – recenzja filmu. Szaleństwo, groza i okultyzm. Najlepszy horror ostatniej dekady?

Dziedzictwo. Hereditary – recenzja filmu. Szaleństwo, groza i okultyzm. Najlepszy horror ostatniej dekady? 8.5

Szaleństwo, groza i okultyzm – Dziedzictwo. Hereditary to jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat. Film odcina się od taśmowych ghost stories w stylu Klątwy, zgrabnie łącząc intelektualną treść z przerażającą masakrą w domu prostej rodziny klasy średniej. Takiej autodestrukcji domowego ogniska nie powstydziłby się sam Michael Haneke. Przed Wami recenzja filmu Dziedzictwo. Hereditary.

Od kilku tygodni nie pozostawiam suchej nitki na tegorocznym sezonie blockbusterów. Pacific Rim: Rebelia wywołał u mnie bolesne zatrucie kiczem, Han Solo skutecznie uśpił, a Jurassic World: Upadłe królestwo co najwyżej rozśmieszył twórczą nieudacznością. Nie można zapominać o przaśnym karnawale odgrzewanych skeczy, zatytułowanym: Deadpool 2. Zupełnie inaczej sprawa wygląda w przypadku kina grozy. Jeszcze dwa lata temu amerykańskie koncerny karmiły nas utartym schematem historii o duchach, demonach i innych gusłach, nawiedzających bezbronną rodzinę klasy średniej oraz ludowej. Średnia dobrych horrorów na rok zamykała się wtedy mniej-więcej w jednym tytule, najczęściej produkowanym przed studio Blumhouse Productions. Wszystko do czasu. Radykalne zmiany zaszły już w zeszłorocznym sezonie kinowym. Najpierw na ekrany multipleksów trafiło społeczne i cierpkie Uciekaj!, później – To przychodzi o zmroku. Ostatecznie finansową stawkę kina grozy zgarnął horror To, powstały na podstawie prozy Stephena Kinga. W 2018 roku sprawa wygląda jeszcze lepiej (a raczej: groźniej i bardziej przerażająco). Widzowie najpierw sterroryzowani zostali trwożącym bezgłosem Cichego miejsca, później Francuzi wyładowali na nich swoje ekstremum gore (Ghostland), aż w końcu przyszedł czas na crème de la crème diabolicznych zmor i histerycznych pisków: swojej premiery doczekało się Dziedzictwo. Hereditary.

Autodestrukcja rodziny jak w kinie Michaela Haneke

Zasadniczo każdy film o duchu przedstawia metaforę rozpadu rodziny – upiór stanowi tutaj czynnik wewnętrzny, zakłócający prawidłowe funkcjonowanie domowego ogniska. Niestety, omawiany nurt grozy szybko się strywializował, metaforę rozpuszczono w komercyjnej cieczy dla mas, a dzisiejsze tytuły jak Aplik@cja, remake Linii życia czy tegoroczna Prawda czy wyzwanie przypominają produkcje realizowane taśmowo, gdzieś w obskurnych piwnicach hollywoodzkich wytwórni. Na szczęście twórcy Dziedzictwa nie idą na łatwiznę. Zapomnijcie o maszkarach z mordami wykrzywionymi tanim CGI, jakby ktoś właśnie kazał im przełknąć szklankę spirytusu. Dziedzictwo to pierwszoligowe kino egzystencjalnego niepokoju, ukazujące autodestrukcyjny rozpad podstawowej komórki społecznej: rodziny. Na tym tle Hereditary śmiało konkurować może z niedoścignionym Siódmym kontynentem Michaela Haneke czy greckim Kłem w reżyserii Yorgosa Lanthimosa.

Geniusz produkcji polega bowiem na operowaniu ciągłymi niedopowiedzeniami – niczym w Nie oglądaj się teraz z 1973 roku, twórca serwuje widzom strzępy informacji, krótkie zwroty mające na celu wprowadzenie odbiorcy w jeszcze większą dezorientację. Całokształt jawi się zatem jako diabelska układanka w greckim opakowaniu. Bohaterowie filmu – podobnie jak postaci w przytoczonym horrorze z lat 70. – wiedzeni są bowiem tajemniczym fatum, tytułowym dziedzictwem z przeszłości wpisanym w ich rodowód, które wprowadza w ich życie spirytystyczną obecność „innego”, nadprzyrodzonego. Nieprzypadkowo zatem sinusoidalnie powraca tutaj motyw greckiej tragedii oraz imię antycznego dramaturga, Sofoklesa.




Co ciekawe, nieuchronne fatum w Hereditary można zinterpretować przez pryzmat ścisłego, psychoanalitycznego klucza. Wszystko podlega tutaj nieuchronnej cykliczności, każdy element ustanowiony w filmie, powraca w jego późniejszej części, przerażając swoją zmodyfikowaną formą. Podobnie jest w przypadku bohaterów, powtarzających błędy swoich przodków – czasem również będąc nimi nastygmatyzowanymi. Reżyser i scenarzysta Ari Aster, niczym Haneke czy Lanthimos, zauważa, jak duży wpływ na kształtowanie człowieka posiada jego najbardziej prywatna przestrzeń domowego zacisza oraz inne lokacje, jak szkoła czy pobliska okolica. Wraz z rozpadem instytucji domu, rozpada się tutaj cały świat – rzeczywistość zdominowana zostaje przez obłęd i paranoję. Rodzice nie ufają swoim dzieciom, dzieci niszczą siebie nawzajem, a tragedia po utracie bliskiej osoby wydaje się nie do przezwyciężenia. Przy tym wszystkim fasadowa wizja rodziny sprawia wrażenie idealnego domu, gdzie miłość, sztuka i kultura stanowią spoiwo więzi międzyludzkich. Dysfunkcja zasiana we wczesnym stadium rozwoju bohaterów prowadzi do prawdziwego piekła na Ziemi. Bez okultystycznego wątku, Dziedzictwo. Hereditary śmiało można byłoby wpisać w gatunek dramatu.

Szaleństwo, groza i okultyzm

Prócz niebanalnej fabuły, wrażenie robi kunszt techniczny w sposobie kreacji obrazu. Awangardowy pazur w przedstawianiu rzeczywistości profilmowej doprawiony zostaje drapieżną i niewygodną muzyką. Za zdjęcia odpowiada tutaj Paweł Pogorzelski, dowodząc, że rodzimi operatorzy stanowią najdoskonalszy towar eksportowy globalnego rynku kinematograficznego. Artysta zamyka bohaterów w zbliżeniach na ich twarze. Niekonwencjonalne kadry tylko deformują świat na dużym ekranie, podkreślając wrażenie integralnego rozpadu wszelkich schematów życia, obszaru prywatnego oraz egzystencji. Z drugiej strony postaci wydają się być więźniami ukazanych przestrzeni, zamknięte w murach domu czy szkielecie samochodu. W konstrukcji elementów grozy sprzyja zakres widoczności w filmie – dla przykładu: twórcy przedstawiają twarz Charlie (Milly Shapiro) wyłącznie w przerażających scenach, w większości pozostałych ujęć jej rysy pozostają niewidoczne. Podobne szczegóły składają się na obraz przemyślany od pierwszego klapsa do ostatniego napisu po filmie.




Dziedzictwo. Hereditary to oziębłe kino na skraju paranoi. Momentami surrealistyczne, innym razem naturalne, statyczne i intymne. Tnące waszą percepcję na części pierwsze, a przy tym nad wyraz dojrzałe – zwłaszcza jak na pełnometrażowy debiut (czyżby Ari Aster miał nam wyrosnąć na drugiego Johna Carpentera?). Powiem to bez ogródek: to społeczny i okultystyczny horror na miarę Dziecka Rosemary i oryginalnego Egzorcysty. Strach się bać, moi drodzy, strach nawet drgnąć.

Dziedzictwo. Hereditary - podsumowanie:

8.5

PLUSY:
+ każdy kadr wydaje się po pięciokroć przemyślany;
+ szalenie niewygodne kino, rozpięte między dramatem a horrorem;
+ postępująca deformacja rzeczywistości;
+ znakomita wizja autodestrukcji rodziny – film na miarę kina Michaela Haneke czy twórców nowej greckiej fali;
+ doskonała obsada, na czele z Milly Shapiro i Tonią Collette;
+ intertekstualne nawiązania do greckiej tragedii;
+ niejednoznaczna fabuła – historia rozbita na małe elementy, z których widz musi ułożyć sobie właściwy tok przyczynowo-skutkowy.

MINUSY:
- koszmarna muzyka przy napisach końcowych – zamiast pogodnego rocka widziałbym bardziej klasykę black metalu, jak Nachtmystium czy Burzum;
- momentami daje o sobie znać kino gatunkowe, niestety za bardzo.

Ocena8.5
Reader Rating: ( 5 votes ) 8.1