Home Recenzje Gwiezdne Wojny: Mandalorian – recenzja pierwszego odcinka. Jestem zachwycony serialem na Disney+

Gwiezdne Wojny: Mandalorian – recenzja pierwszego odcinka. Jestem zachwycony serialem na Disney+

Gwiezdne Wojny: Mandalorian – recenzja pierwszego odcinka. Jestem zachwycony serialem na Disney+ 9.5

Mam dla Was dobrą wiadomość – serial Mandalorian na platformie Disney+ to najlepsze, co spotkało Gwiezdne Wojny od czasu Powrotu Jedi. Nie przesadzam! Tytułowy łowca nagród jest galaktycznym kowbojem. Konwencja przywodzi na myśl soczysty spaghetti western. Zobaczyłem pierwszy odcinek i jestem pod ogromnym wrażeniem!

Mandalorian jest pierwszym aktorskim serialem z uniwersum Gwiezdnych Wojen i drugą produkcją live action, która przedstawia zupełnie nowego bohatera, niezwiązanego z rodem Skywalkerów albo Solo (wcześniej pojawił się tylko Łotr 1). Pierwszy odcinek wygląda świetnie – to laurka wysłana wszystkim miłośnikom franczyzy. Twórcy zapraszają nas w podróż na zewnętrzne rubieże, do świata nielegalnych przemytników, łowców nagród oraz klientów obskurnych barów. Fabuła osadzona została krótko po upadku Imperium, zatem na ulicach mniejszych miast i wiosek panuje kompletne bezprawie.

W takiej przestrzeni poznajemy Mandaloriana – łowcę nagród i przedstawiciela tytułowej rasy kosmitów. Tej samej, z której we wcześniejszych filmach pochodził ród Fettów. Spotkałem się z wieloma opiniami, porównującymi anonimowego protagonistę do ikonicznych kowbojów m.in. z filmów Sergia Leone. Zgadzam się, jednak według mnie bohater ma wiele wspólnego również z Predatorem. Dla Mandaloriana łowy stanowią życiowy priorytet, tak samo, jak dzieje się u ikonicznych myśliwych z przywołanej przeze mnie franczyzy kina SF.

Gwiezdne Wojny – kim jest Mandalorian?

Twórcy wprowadzają postać Mandaloriana z niesłychaną klasą. Od pierwszych scen widzimy, że bohater jest w stanie ubrudzić sobie ręce, aby osiągnąć pożądany cel. Równocześnie jest jeszcze młody, nieokrzesany i zdarza mu się wpaść w sytuację – pozornie – bez wyjścia. Poznajemy zalążek jego motywacji oraz krótkie epizody z przeszłości (mam nadzieję, że oba wątki zostaną rozwinięte w kolejnych odcinkach).

Co jednak w nowym serialu poda mi się najbardziej, to status quo Mandaloriana. Bohater nie jest ognioodpornym rycerzem Jedi, któremu szemrani łowcy nagród, uzbrojeni ledwie w blaster, mogą co najwyżej naskoczyć. Sam jeszcze uczy się sztuki przetrwania w niebezpiecznych rejonach galaktyki. Postać posiada misternie skleconą zbroję. Widać, że nie przetrwa ona intensywnego ognia z kosmicznej broni wrogów. Tym bardziej kibicujemy mu w prowadzonych pojedynkach.

Gwiezdne Wojny. Mandalorian – kreacja świata

Wyśmienicie prezentuje się również świat wykreowany w nowych Gwiezdnych Wojnach. A w zasadzie kilka światów, bowiem twórcom udaje się stworzyć w trwającym zaledwie 40 minut odcinku wiele kontrastujących ze sobą planet ze zróżnicowanym klimatem oraz odmienną fauną i florą.

Gwiezdne Wojny nareszcie dostarczają mi radość z odkrywania nowych miejsc oraz nieznanych gatunków kosmitów. Wystarczy jedno krótkie ujęcie na którąś z kosmicznych ras, abym miał świadomość, że przebywam w odległej galaktyce, gdzie przy jednym stoliku może zasiadać kolorowa gromada obcych. Dużo tutaj kosmitów, dużo droidów, dużo też nawiązań do kultowej trylogii z ubiegłego wieku. Miłośnicy serii będą przeszczęśliwi!

Co jednak najważniejsze, twórcy gdzie tylko mogą, tam posługują się praktycznymi efektami specjalnymi. Złożone charakteryzacje nadają autentyczności rozmaitym rasom obcych. Zapomnijcie o marnym CGI z trylogii prequeli.

Gwiezdne Wojny. Mandalorian – postacie drugoplanowe

Interesująco wypadają nawet postacie epizodyczne. Prym wiedzie łowca nagród w blaszanym ciele droida. Bohater pojawia się na zaledwie kilka minut i z miejsca kradnie całe show. Motyw, który bez odpowiedniego poprowadzenia mógł trafić co najwyżej do komiksów Star Wars autorstwa Jasona Aarona, tutaj pasuje idealnie. Związany z nim humor wcale nie ciąży na westernowym klimacie serialu. Przeciwnie: dodaje mu lekkości.

Równie doskonale wypada Werner Herzog w roli anonimowego klienta Mandaloriana. Dla głębokiego głosu niemieckiego reżysera filmów fabularnych i dokumentalnych warto zrezygnować z dubbingu i zobaczyć pierwszy odcinek z polskimi napisami.

Gwiezdne Wojny. Mandalorian – zwiastun:

Gwiezdne Wojny. Mandalorian – czy warto zobaczyć serial na Disney+?

Gratuluję twórcom wyobraźni. Gratuluję również niesłychanej wyrozumiałości wobec fanów. Wyraźne widać, że dbano tutaj o miłośników trzech pierwszych filmów z Lukiem Skywalkerem w roli głównej. Steampunkowe motywy zgrabnie łączą się z westernowym klimatem oraz futurystyczną esencją nowej trylogii Gwiezdnych Wojen. A przecież o to zawsze chodziło we franczyzie z odległej galaktyki. Zróżnicowane planety, niezliczone rasy kosmitów sprawiały, że wszechświat Gwiezdnych Wojen był jedną z najbarwniejszych franczyz na duże i małe ekrany. Mandalorian jest tego najlepszym dowodem.

Disney+ rozpoczął swój żywot na rynku platform streamingowych w imponujący sposób. Jeśli kolejne produkcje będą reprezentowały tak wysoki poziom, serwis nie będzie miał żadnej konkurencji, szczególnie wśród miłośników filmów Disneya, Marvela oraz Gwiezdnych Wojen.

ZOBACZ TAKŻE: Marvel: seriale i filmy będą ze sobą ściśle powiązane. Postacie z Disney+ trafią również do kina. Fatalny pomysł

Gwiezdne Wojny. Mandalorian - podsumowanie pierwszego odcinka:

9.5

PLUSY:
+ westernowa estetyka;
+ zróżnicowany świat - liczne rasy kosmitów oraz kontrastujące ze sobą planety;
+ dynamiczna akcja;
+ nawiązania do Epizodów IV-VI;
+ klimat oryginalnej trylogii;
+ intrygujący główny bohater;
+ Werner Herzog;
+ świetna charakteryzacja kosmitów.
MINUSY:
Brak :)

Ocena9.5
Reader Rating: ( 1 vote ) 9