Home Newsy Joker – recenzja filmu. Charlie Chaplin na poważnie?

Joker – recenzja filmu. Charlie Chaplin na poważnie?

Joker – recenzja filmu. Charlie Chaplin na poważnie? 9.0

Moi drodzy: nowe widowisko DC jest jak wybuchający prezent! Joker zaprasza widzów w podróż na granicę obłędu. Filmowi daleko jednak do komiksów. Znacznie bliżej do kina społecznie zaangażowane z lat 70. Widowisko jest niczym komedie Charliego Chaplina na poważnie. Do tego może pochwalić się brawurową kreacją Joaquina Phoenixa w głównej roli.
Twórcy Jokera wzięli na warsztat znaną postać z popkultury, następnie dopisali do niej własne, oryginalne prądy ideologiczne, socjologiczne i kulturoznawcze. Film jest przejmującą wiwisekcją umysłu osoby chorej psychicznie, ale też dotkliwym studium współczesnej, medialnej kultury „śmiechu”. Chociaż twórcy sprzedają gotowy produkt w postaci Jokera, nie znajdziecie tutaj zbyt wiele “komiksowości”. Widowisko — niczym wybuchający prezent — eksploduje natomiast w twarz realistycznym obłędem, społeczną frustracją, depresją oraz dobitnym smutkiem. Po seansie zadałem sobie tylko pytanie, czy twórcy Jokera aby na pewno zachowują się uczciwie wobec odbiorców?

Joker – fabuła

Akcja filmu osadzona zostaje na przełomie lat 70. i 80., chociaż tak naprawdę ramy czasowe Jokera stają się trudne do określenia w miarę trwania seansu. Twórcy kreują uniwersalną przestrzeń, odchodząc od oczywistego kontekstu historycznego Stanów Zjednoczonych. Brud ulic Gotham przypomina sytuację polityczno-społeczną Nowego Jorku w latach 70 (śmieci na ulicach, lichy stan służb porządkowych, prostytutki na głównych przecznicach, w Jokerze ukryte gdzieś na skraju kadru). Z drugiej strony postacie chodzą do kina na filmy z lat 30. Miasto z komiksów o Batmanie może też być synekdochą współczesnych Stanów Zjednoczonych. Wskazywałaby na to postać Thomasa Wayne’a – multimiliardera startującego w wyborach na burmistrza Gotham. Bohater kojarzy się z innym biznesmenem, robiącym obecnie niebotyczną karierę polityczną w Ameryce.

Świat przedstawiony w filmie zwiedzamy oczami tytułowego bohatera. Nie ma sceny, w której nie pojawiłaby się postać grana przez Joaquina Phoenixa. Co jednak ciekawe Arthur Fleck nie jest everymanem, któremu seria niefortunnych zdarzeń robi pewnego dnia przysłowiowe kuku-na-muniu. W taki właśnie sposób postać Jokera zobrazował Alan Moore w kultowym komiksie Zabójczy żart. W filmie główny bohater jest chory psychicznie, wyalienowany i nieprzystający do społeczeństwa od samego początku trwania seansu. Nieprzychylne środowisko tylko pogłębia jego obłęd. Zwłaszcza, że Fleck wydaje się ostatnim idealistą w chorym systemie, unikającym wszelkiej formy racjonalnego myślenia. Twórcy bezbłędnie igrają tutaj z chorobą psychiczną, stosując klisze z innych znanych thrillerów psychologicznych. Kiedy indziej sięgają również po realne diagnozy z gabinetów psychoterapeutycznych.

Odrealniony obraz, dehumanizująca bohaterów praca kamery, niepokojąca muzyka oraz szarżująca kreacja Joaquina Phoenixa — każdy element widowiska składa się w Jokerze na histeryczną atmosferę zepsucia, zgnilizny oraz depersonalizacji społecznej.

Joker – najlepszy Joker w historii kina?

Czy postać Jokera w kinie to samograj? Tak mogło się wydawać po premierze Batmana z 1989 roku oraz po Mrocznym Rycerzu w reżyserii Christophera Nolana. Niestety, niedawny Legion Samobójców udowodnił, że przy słabym scenariuszu i równie karkołomnej reżyserii nawet znakomity aktor — jakim bez wątpienia jest Jaret Leto — może nie podołać roli złoczyńcy z ulic Gotham.

Na szczęście Joker w wykonaniu Joaquina Phoenixa jest największą szarżą aktorską w dorobku artysty. A mówię przecież o odtwórcy, który ma na swoim koncie brawurowe i przejmujące role w Mistrzu, Ona oraz Nigdy Cię tu nie było. Phoenix w niesamowity sposób transformuje bohatera z Flecka w Jokera. Zgrabnie bawi się gammą dwóch różnych zachowań, odruchów oraz mimik protagonisty z rozdwojoną jaźnią. Obłęd, przeplatany z infantylnym idealizmem, wyrysowanym na twarzy aktora przeraża, ale też prowokuje współczucie wobec jego losów. Sam Phoenix w niemal każdej scenie tworzy specyficznie przerysowaną postać, zachowującą w swoim stylu również element ludzki. Wydobywa mrok duszy Flecka, jego frustrację, neurologiczną chorobę oraz zdiagnozowany narcyzm. Bez takiego odtwórcy głównej roli, Joker na pewno nie byłby tak genialnym filmem na skraju wstrząsającego przeżycia.

Joker – Charlie Chaplin na poważnie?

Jednym z głównych metatekstowych zagadnień Jokera jest relacja fabuły z konwencją kina komediowego (czy poszerzając ten wątek: ze współczesną kulturą masową). Widowisko przeładowane jest slapstickowymi scenkami. Raz bohater uderzy się w szklane drzwi, bo pomyśli, że ich nie ma. Innym razem przetoczy się przez samochód. Nie zabraknie też pościgów oraz spektakularnych ucieczek przed policją. Dokładnie takich samych, jakie mogliśmy oglądać we wczesnych komediach z udziałem Charliego Chaplina albo Bustera Keatona. Tym razem jednak przez odpowiedni kontekst oraz finałowy wydźwięk, nie bawią one widza w kinie. Są przerażające i traumatyczne.

Postać Jokera garściami czerpie zresztą z Charliego Chaplina. Podobne jak komediowy aktor z okresu kina niemego, także główny bohater omawianego filmu jest przedstawicielem niższych warstw społecznych. Phoenix posługuje się wodewilowym stylem gry aktorskiej (jak w pierwszych widowiskach w historii kina), zauważalnym zwłaszcza w scenach biegu.

W Jokerze pojawia się również motyw seansu Dzisiejszych czasów. Dlaczego? Otóż fabuła widowiska Todda Phillipsa wyrasta na gruncie tragikomedii w reżyserii Charliego Chaplina. Obserwowaliśmy w niej wycieńczonego nerwowo robotnika fabryki (systemu), który trafia do szpitala psychiatrycznego. Po wyjściu prowokuje uliczną demonstrację.

Joker – czy współczesna kultura nie jest śmieszna?

Odwołując się do ikony kina, twórca Jokera wydaje się również demaskować pustkę oraz katatonię współczesnej kultury masowej. Jawnie demaskuje eskapistyczną treść telewizyjnych programów, banał stand-upów oraz wpływ nowych mediów na kształtowanie się zachowań społecznych. Filmy i audycje powstają w dużej mierze po to, aby pozwolić ludziom oderwać się od szarej codzienności. Nakładają maskę na rzeczywistość, podobną do tej, którą Jokera ubiera pod koniec seansu.

Jedna z nielicznych krytycznych uwag, które posiadam wobec Jokera, polega właśnie na tym zagadnieniu. Twórcy, próbując zdemaskować pusty śmiech mainstreamu, sięgają po narzędzia jemu przynależne. Joker jest postacią, wywodzącą się z komiksu superbohaterskiego, a więc jednej z najbardziej eskapistycznych gałęzi współczesnej kultury. Z drugiej strony Todd Phillips zrealizował przed Jokerem popularny cykl komedii Kac Vegas. Czy można w tym przypadku mówić już o hipokryzji?

Joker – kino kontestacji czy widowisko superbohaterskie?

Niesłychanie cieszę się, że wytwórnia Warner Bros. we współpracy z DC Entertainment podjęła się realizacji tak śmiałego przedsięwzięcia. Pokazuje to tylko, że pewne postacie z popkultury są tak silnie zakorzenione w świadomości odbiorcy, że z czasem zaczynają przejmować funkcję mitu. Mitu znanego, mitu przetransformowanego. Mitu, który można nieustannie opowiadać od nowa, nadając mu nowe kody znaczeniowe oraz interpretując na swój własny, oryginalny sposób. Mam nadzieję, że podobnych, wręcz artystycznych filmów powstanie więcej, chociaż trudno wskazać mi inną postać z komiksów, która tak silnie zakorzeniłaby się w języku popkultury i nie byłaby zarazem herosem w trykocie.

Joker czerpie mało z komiksów. Z pewnością nie jest kinem superbohaterskim. Pojawią się tylko sporadyczne smaczki dla fanów, takie jak Arkham Asylum, ikoniczne sceny oraz znane postacie: Thomas Wayne, panicz Bruce oraz najbardziej antypatyczna wersja Alfreda ze wszystkich możliwych. Generalnie ród Wayne’ów oraz osoby z nimi współpracujące ukazują zepsucie burżuazji. Abyście nie posądzili mnie o komunistyczną propagandę dodam, że lud również zostaje zobrazowany w dysfunkcyjny sposób. Całe widowisko przypomina amerykańskie kino społecznie zaangażowane z początku lat 70.

Joker – czy warto wybrać się do kina?

Tak. Jak najbardziej: tak. Joker wpisuje się w modny ostatnio prąd filmów o seryjnych mordercach (Podły, okrutny, zły, Dom, który zbudował Jack, Pewnego razu… w Hollywood). Jest również gratką dla miłośników kina kontestacji oraz komiksowych nerdów, potrafiących z pamięci recytować treść zeszytów z lat 80. Treść filmu pełna jest niejasności, wynikających ze zwichrowanej psychiki głównego bohatera. Widowisko Joker wytwarza też własny porządek symboliczny, jak neurologiczny śmiech, schody prowadzące Flecka do domu czy góry worków ze śmieciami, rosnące w miarę trwania seansu.

Intensywność przeżycia seansu wzmaga cudowny, przejmujący soundtrack oraz rola Joaquina Phoenixa, który ma za nią szanse na Oscara, jak nigdy wcześniej. Widowisko jest pesymistyczne i dojmujące — wzmacniające szarość jesiennego nieba. Brakuje tu nadziei i jakiegokolwiek bohatera, któremu można byłoby kibicować (poza samym Jokerem, chociaż on też ma ręce ubrudzone krwią).

I taki właśnie jest Joker. Niby wszystkim jest do śmiechu, ale tak naprawdę nikt się nie śmieje.

Rewelacja.

Joker - podsumowanie:

9.0

PLUSY:
+ brawurowa kreacja Joaquina Phoenixa w roli Jokera,
+ nowa interpretacja postaci Jokera,
+ soundtrack,
+ niepokojąca praca kamery, dehumanizująca bohaterów,
+ sposób, w jaki zobrazowana zostaje choroba psychiczna,
+ kinofilskie odniesienia,
+ komediowe chwyty przetransformowane w pesymistyczną treść,
+ sposób ukazania Gotham City oraz jego mieszkańców,
+ społeczno-polityczne konteksty,
+ niedopowiedzenie,
+ atmosfera,
+ symbolizm.
MINUSY:
- ostatnia scena,
- hipokryzja twórców — krytykują kulturę masową, równocześnie do niej należąc.

Ocena9.0
Reader Rating: ( 2 votes ) 9.2