Home Recenzje Polityka – recenzja. Patryk Vega przesadza? Nie tym razem…

Polityka – recenzja. Patryk Vega przesadza? Nie tym razem…

Polityka – recenzja. Patryk Vega przesadza? Nie tym razem… 3.0

Polityka śmierdzi. Każdy to wie, każdy też chociaż raz słyszał o przypadku nadużycia władzy przez posła bądź innego polityka – nie tylko w Polsce. Problem polega na tym, że w swoim najnowszym filmie Vega jest nad wyraz zachowawczy i skromny. Wręcz “grzeczny”. Nie tego spodziewałem się po krzykliwych wypowiedziach twórcy i zapowiadanym skandalu.

Przeczytałem jakiś czas temu, że mężczyzna chce dokonać w życiu trzech rzeczy: chce przeżyć przygodę, stoczyć bitwę i uratować z opresji piękną kobietę. Ja chciałem stoczyć w swoim życiu bitwę. Początkowo miała się ona dokonać w wymiarze osobistym, w którym chciałem skonfrontować się z odwagą i męskością. Kiedy spotkałem się z politycznym szantażem, ta bitwa przerodziła się w walkę o demokrację. Czy to wypowiedź fantasty w narkotykowym odlocie? Nie. To zdanie – jak mantrę –Patryk Vega cytuje każdorazowo, gdy któryś dziennikarz spyta go o okoliczności powstania Polityki. Niestety, jak w każdym filmie twórcy Botoksu, także tutaj nie chodzi o ujawnienie mrocznych i nikomu nieznanych sekretów pewnego półświatka, niedostępnego dla ogółu społeczeństwa. Bardziej o skandal i trochę kontrowersji. Wszystko podane zostaje w przaśnym sosie i jest nad wyraz zachowawcze, jakby Vega postanowił powstrzymać się przed największymi uszczypliwościami.

Polityka — fabuła

Jak przystało na niemal każdy film Patryka Vegi, także tutaj mamy do czynienia z narracyjną formułą serialu. Historia dzieli się bowiem na sześć mniejszych nowelek — każda przedstawia sylwetkę innego bohatera (często, choć nie zawsze, polityka), umoczonego w gnijącym systemie nienawiści, wyścigu po władzę i korupcji. Mamy zatem prezesa-geja, ministra-granego-przez-Chabiora: również geja, nieszczęśliwy romans w cieniu katolickiego krzyża, (nie)Misiewicza wciągającego koks na brzuchu prostytutki, Olbrychskiego jakby z Plebanii wziętego, pojedynek: „naziole” vs. szemrana lewica oraz historię byłej pani premier, która o pełnionym stanowisku dowiaduje się podczas karmienia świń. Przyznam szczerze, że ten segment (chronologicznie pierwszy) uważam za najlepszy. “Najlepszy” oczywiście w skali fast foodowego kina Patryka Vegi, którego pomysły stają się coraz bardziej przaśne i absurdalne.

Pierwsze skrzypce gra tu bowiem “beka z wieśniaków” – bo “Polska B”, bo Polaki: „cebulaki” i ziemniaki, bo Janusze wcinają golonkę od grubej Grażyny… Patryk Vega nie zmienia portalu z memami. Dalej szpikuje widzów żałosnym szowinizmem, homofobią oraz prostym sposobem łamania tabu. W najlepszym razie w Polityce otrzymacie kabaretowe skecze na jedno kopyto — bez grama intelektualnej głębi czy szczególnie celnej satyry politycznej. Takie, przy których Ucho prezesa wyrasta do majstersztyku w swoim – skromnym, jak na polskie warunki – gatunku. W najgorszym wypadku czekają na was odgrzane żarty z naprawdę długą brodą.

Na szczęście Vega nie żartuje tak często, jak robił to w poprzednich widowiskach. Poważny też nie jest. Bardziej asekuracyjny i zachowawczy: żeby znów zrobić kino uniwersalne, trafiające do widzów po lewej stronie, po prawej i nawet tych po środku.

Polityka: melodramat w kuluarach najnudniejszej areny politycznej świata

Patryka Vega doskonale czuje konwencję wykorzystanych gatunków albo nurtów filmowych. Udowodnił to we franczyzie Pitbull oraz Kobietach mafii. Także Polityka może pochwalić się pobieżnym wachlarzem przeróżnych estetyk. Wątek (nie)Misiewicza przypomina komedie dla nastolatków rodem z American Pie. Niewypowiedziany, acz jasno zaznaczony romans między prezesem a jego rehabilitantem przywodzi z kolei polską odpowiedź na francuskich Nietykalnych. Znalazło się nawet miejsce na elementy rape and revange w zupełnie nietrafionym wątku uroczej dziennikarki na usługach ojca dyrektora. Oczywiście, Vega umiłowany w szokowaniu odbiorcy, stawia bardziej na pierwszy człon nazwy.

Co wydaje się jednak interesujące, właściwie każda historia (poza ostatnią) bazuje na klasycznym motywie melodramatycznym albo romansie. Twórcy gnają na złamanie karku. Szybko eksponują rodzącą się więź między dwoma osobami. Niestety, polityka, w którą zagłębiają się bohaterowie filmu, ostatecznie rujnuje ich życie prywatne i zawodowe. Powoduje rozpad związków, czasem prowadzi też do zdrady. W tym kontekście każda historia posiada symultaniczną konstrukcję fabularną. Reżyser we współpracy ze scenarzystą Olafem Olszewskim w ciągu niespełna dwóch godzin przedstawia nam niemal pięć razy tę samą fabułę!

Czy Polityka zmieni wyniki wyborów?

Vega nie wie o polityce wiele więcej od przeciętnego polskiego widza na sali kinowej. A jeśli taką wiedzę posiada, to nie wykorzystał jej w swoim najnowszym filmie. Twórca stawia tezę znaną jak świat stary: polityka śmierdzi. Każdy swoją rzepkę skrobie. Na każdego przyjdzie pora. Polityka to jeden wielki wyścig szczurów… Frazesów można mnożyć wiele. Podobnie jest z konserwatywnym morałem, głoszonym pod koniec każdej nowelki. Nawet główne wątki zawarte w filmie nie są szczególnie odkrywcze. Odbiorcy bardzo dobrze powinni je znać z nagłówków gazet. Twórcy albo przedstawiają dobrze znane afery polityczne (wypadki limuzyn byłej pani premier, protesty o konstytucję), albo zmyślają populistyczne bzdury, bazując tylko na domysłach czy plotkach (wątki homoerotyczne między ministrami, szaleństwo jednego z polityków).

Jak na film, który miał odmienić przebieg wyborów, wszystko wydaje się tutaj nad wyraz proste i banalne. Naturalnie, Polityka była reklamowana skandalem. Członkowie jednej z kluczowych partii mieli się nawet zwracać bezpośrednio do Patryka Vegi, aby ten przesunął datę premiery na po-wyborach. Według słów samego twórcy, również agencja reklamowa była szantażowana przez przeciwników powstania widowiska. Polsat i TVP nie udzieliły z kolei zgody na promocję materiałów wideo w ramach któregoś z kanałów telewizyjnych.

Vega dokładnie wie, jak budzić skandal. Sam przyznaje: kontrowersja jest jednym z czterech podstawowych elementów, które sprzedają film.

Polityka: czy są jakieś zalety filmu?

Wojciech Smarzowski uniknął przaśności w Klerze, odnajdując ludzkie postawy i słabostki w ukazanych bohatera (poza celowo karykaturalnym biskupem Mordowiczem). Vega takich starań nie czyni. Szkoda, ponieważ w Polityce znalazło się miejsce na kilka emocjonalnych czy humanistycznych uniesień. Zakończenie wątku o (nie)Szydło albo historia o zdradzającym mężu tylko na to wskazują. Największą obserwację psychologiczną wprowadza też twórca w pierwszej nowelce. Sfrustrowana i uciemiężona była pani premier, która aspiruje do rangi obecnej kanclerz Niemiec, zostaje notorycznie gnębiona przez patriarchalne środowisko. Władzę zdobywa dopiero w domu, awanturując się ze swoim prostym mężem.

Równie zadowalająco poprowadzona zostaje postać prezesa, przewijająca się w niemal każdej nowelce. Sprawuje on funkcję kogoś na kształt “wielkiego brata”. Jest władcą marionetek (czy może bardziej: teczek) w politycznym środowisku. Duża w tym zasługa Andrzeja Grabowskiego, wcielającego się w postać. Niestety, on jako jedyny wyraził chęć faktycznej gry w filmie. Ekran roi się od mistrzów swojego fachu. Nie gwarantuje to sukcesu. Zbigniew Zamachowski, Maciej Stuhr czy Janusz Chabior stanowią zaledwie półcień swoich najwybitniejszych kreacji.

Polityka: czy warto wybrać się do kina?

Najnowszy film Patryka Vegi nie budzi żadnych skrajnych emocji. Twórca celuje w rządzącą prawicę, rykoszetem obrywa się środowisku lewicy, w tym bogu-ducha-winnym “skłotercom” tutaj przedstawionym jako banda idiotów, za parę centów zdolna odprawić swingowane urodziny Stalina. Czyżby twórca się wypalił? A może polska polityka nie jest wcale tak ciekawa, jak mogłoby się to wydawać na pierwszy rzut oka?

Polityka rozczaruje nawet miłośników kina Vegi. Brakuje w niej tylu wulgaryzmów, jak w poprzednich filmach. O krwi nie ma nawet mowy. Seks jest, ale całkiem romantyczny, podany z kontekstem.

Polityka - podsumowanie:

3.0

PLUSY:
+ Andrzej Grabowski w roli prezesa;
+ humanistyczne i emocjonalne wtręty w kilku scenach.
MINUSY:
- przaśne i niesmaczne żarty;
- 5/6 historii zostało napisanych na jedno kopyto;
- miał być SKANDAL! - wyszedł marazm...
- wybitni aktorzy grają od niechcenia;
- Vega grzeczny i zachowawczy;
- film nie mówi o polityce wiele więcej od nagłówków tabloidów;
- wystawa memów.

Ocena3.0
Reader Rating: ( 2 votes ) 5.5