X-Men – gdzie obejrzeć i od czego zacząć, żeby się nie pogubić

0 Comments

X-Men – gdzie obejrzeć i od czego zacząć, żeby się nie pogubić

Jeśli wpisujesz w Google hasło „x-men gdzie obejrzeć”, to pewnie jesteś w dokładnie tym samym miejscu, w którym byłem jeszcze niedawno: chcesz nadrobić serię, ale kolejność filmów wygląda jak mały chaos. I trudno się dziwić, bo uniwersum X-Men przez lata rozrosło się, pomieszało z prequelami, spin-offami i różnymi wersjami osi czasu. Poniżej zbieram to w prostą całość: gdzie szukać filmów, w jakiej kolejności je oglądać i na co uważać, żeby seans nie zamienił się w irytujące skakanie między tytułami.

Gdzie obejrzeć filmy X-Men w Polsce

Najkrótsza odpowiedź brzmi: najczęściej warto zacząć od Disney+. To właśnie tam zwykle trafia duża część filmów związanych z marką Marvel i biblioteką 20th Century Fox, do której należeli X-Men. W praktyce oznacza to, że sporo tytułów z mutantami bywa dostępnych w jednym miejscu, co jest najwygodniejszą opcją dla kogoś, kto chce zrobić maraton bez ciągłego przeskakiwania po platformach.

Trzeba jednak powiedzieć uczciwie: dostępność filmów streamingowych potrafi się zmieniać. Raz dany tytuł jest w abonamencie, innym razem znika albo przechodzi do opcji wypożyczenia. Dlatego przed planowaniem weekendu z mutantami najlepiej sprawdzić aktualną ofertę bezpośrednio na platformach VOD. Poza Disney+ warto zerknąć też na Prime Video, Apple TV, Rakuten TV, Player czy Canal+ online, bo niektóre części mogą pojawiać się tam w modelu wypożyczenia lub zakupu.

Jeżeli nie zależy ci na oglądaniu wszystkiego od ręki, dobrym rozwiązaniem jest też wyszukiwarka agregująca oferty VOD. Dzięki temu szybko sprawdzisz, czy konkretny film jest dostępny w abonamencie, czy trzeba go wypożyczyć osobno. To szczególnie przydatne przy takich tytułach jak „Logan”, „Nowi mutanci” albo filmy z Deadpoolem, które bywają traktowane trochę osobno od głównej serii.

Z mojego punktu widzenia największy problem nie polega nawet na tym, gdzie obejrzeć X-Men, ale które filmy w ogóle wchodzą do zestawu. Seria nie jest tak równo poukładana jak część MCU. Są główne odsłony, są prequele, są spin-offy, a do tego dochodzą filmy, które bardziej rozszerzają świat niż budują jedną prostą historię. Dlatego sama platforma to dopiero połowa sukcesu.

W jakiej kolejności oglądać X-Men

Tu zaczynają się schody. Są co najmniej trzy sensowne podejścia: według dat premiery, według chronologii wydarzeń albo według „najmniej męczącej” logiki dla nowego widza. Jako ktoś, kto podchodzi do tematu bardziej jak ciekawy nowicjusz niż fan-encyklopedia, uważam, że najlepsza jest kolejność premier. Dlaczego? Bo wtedy widzisz, jak seria się rozwijała, jak zmieniał się ton i jak twórcy dokładali kolejne pomysły, czasem trafione, a czasem mocno dyskusyjne.

Jeśli wybierzesz kolejność premier, wygląda to mniej więcej tak: „X-Men” (2000), „X-Men 2” (2003), „X-Men: Ostatni bastion” (2006), „X-Men Geneza: Wolverine” (2009), „X-Men: Pierwsza klasa” (2011), „Wolverine” (2013), „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie” (2014), „Deadpool” (2016), „X-Men: Apocalypse” (2016), „Logan: Wolverine” (2017), „Deadpool 2” (2018), „X-Men: Mroczna Phoenix” (2019) i „Nowi mutanci” (2020).

Brzmi długo, ale ma sens. Pierwsze trzy filmy tworzą rdzeń starej serii i wprowadzają najważniejsze postacie: Wolverine’a, Profesora X, Magneto, Jean Grey, Storm i Rogue. Potem dostajesz filmy, które próbują rozbudować świat albo naprawić wcześniejsze błędy. I tu od razu uczciwe ostrzeżenie: jakość tych produkcji jest nierówna. Jedne ogląda się świetnie nawet po latach, inne bardziej z kronikarskiego obowiązku niż z czystej przyjemności.

Chronologia wydarzeń kusi, bo wydaje się bardziej uporządkowana. W praktyce jednak potrafi namieszać jeszcze bardziej, bo seria bawi się alternatywnymi liniami czasu. Można więc zacząć od „Pierwszej klasy”, potem przejść do „Przeszłości, która nadejdzie”, „Apocalypse”, „Mrocznej Phoenix”, a dopiero później wrócić do starszych filmów. Tylko że wtedy część emocjonalnych punktów ciężkości nie działa tak dobrze, jak przy oglądaniu zgodnie z premierami.

Jeśli chcesz po prostu obejrzeć najlepsze filmy bez wchodzenia w każdy zakręt tej franczyzy, zrobiłbym krótszą listę startową: „X-Men”, „X-Men 2”, „X-Men: Pierwsza klasa”, „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie” i „Logan”. To zestaw, który daje dość pełny obraz tego, dlaczego X-Men byli przez lata tak ważni dla kina superbohaterskiego.

Które filmy X-Men są najważniejsze, a które można odpuścić

Nie każdy ma czas na pełny maraton, więc warto oddzielić rzeczy naprawdę istotne od tych, które można potraktować jako dodatek. Najważniejsze są moim zdaniem dwa pierwsze filmy Bryana Singera, czyli „X-Men” i „X-Men 2”. Dzisiaj widać już, że to kino z innej epoki niż współczesne widowiska Marvela, ale właśnie to jest w nim ciekawe. Mniej tam fajerwerków, więcej napięcia między bohaterami i sporo miejsca na temat odmienności, strachu oraz społecznego wykluczenia.

„X-Men: Ostatni bastion” to film, który do dziś budzi spory. Da się go obejrzeć, ale trudno udawać, że dobrze domyka pewne wątki. Jest głośny, efektowny, ale też chaotyczny i momentami zaskakująco płaski. Z kolei „X-Men Geneza: Wolverine” ma kilka pomysłów, które brzmią lepiej na papierze niż na ekranie. Jeśli jesteś fanem Wolverinea, pewnie i tak po niego sięgniesz, ale jakość tej części bywa mocno krytykowana i nie bez powodu.

„X-Men: Pierwsza klasa” to dla mnie jedno z najmilszych zaskoczeń w całej serii. Film ma energię, świetny duet Xavier–Magneto i naprawdę dobrze działa jako świeży start. „Przeszłość, która nadejdzie” też wypada mocno, bo łączy stare i nowe pokolenie bohaterów, a przy okazji próbuje uporządkować bałagan w osi czasu. To jedna z tych części, po których łatwiej wybaczyć serii wcześniejsze potknięcia.

„Apocalypse” i „Mroczna Phoenix” to już bardziej teren dla wytrwałych. Nie są kompletnie nieoglądalne, ale trudno je polecić komuś, kto chce zobaczyć tylko to, co najlepsze. W obu filmach widać ambicję, ale efekt końcowy jest nierówny. Sporo tu wielkich scen i znanych postaci, a mimo to emocjonalnie nie wszystko dowozi. Jako nowy widz miałem wrażenie, że te filmy bardziej odhaczają obowiązki franczyzy, niż naprawdę rozwijają bohaterów.

Osobna sprawa to „Logan”. Ten film warto wyróżnić grubą kreską, bo tonem i jakością stoi trochę obok reszty. To bardziej gorzkie, dojrzałe kino drogi niż klasyczny superbohaterski blockbuster. Nawet jeśli nie kochasz całej serii, „Logan” może zrobić wrażenie. Podobnie „Deadpool” i „Deadpool 2” – formalnie są powiązane ze światem X-Men, ale działają na własnych zasadach. Jeśli szukasz czegoś lżejszego, bardziej bezczelnego i meta, to zdecydowanie warto.

Czy warto dziś zaczynać serię X-Men

Powiem tak: tak, ale z odpowiednim nastawieniem. Jeśli spodziewasz się idealnie zaplanowanego uniwersum, w którym każdy detal prowadzi do kolejnego, wielkiego finału, możesz się rozczarować. X-Men to raczej seria, która rozwijała się etapami, czasem bardzo udanie, a czasem dość nerwowo. Widać w niej zmiany trendów w kinie superbohaterskim, eksperymenty producentów i próby ratowania ciągłości fabuły, kiedy ta zaczynała się sypać.

Z drugiej strony właśnie to czyni tę serię ciekawą. W najlepszych momentach X-Men oferują coś, czego czasem brakuje bardziej wygładzonym widowiskom: konflikt idei. Relacja Xaviera i Magneto, temat akceptacji odmienności, lęk społeczeństwa przed mutantami – to wszystko daje tej marce trochę ciężaru. Jasne, nie zawsze jest to podane subtelnie, ale nawet jako początkujący widz czułem, że pod warstwą akcji kryje się coś więcej niż tylko walka dobra ze złem.

Warto też pamiętać, że filmy o X-Men miały ogromne znaczenie historyczne. Bez nich kino superbohaterskie mogłoby wyglądać dziś inaczej. To nie były jeszcze czasy, gdy każda produkcja komiksowa była pewniakiem w box office. Dlatego nawet jeśli nie wszystkie części się zestarzały idealnie, seria ma swoją wagę i dobrze pokazuje, jak ewoluował Marvel na ekranie poza głównym MCU.

Jeżeli więc zastanawiasz się, czy nadrabiać X-Men tylko dlatego, że pojawiają się coraz częściej w rozmowach o przyszłości Marvela, odpowiedź brzmi: warto. Nie trzeba jednak oglądać wszystkiego na raz. Lepiej podejść do tego etapami i zacząć od najmocniejszych tytułów, a dopiero potem decydować, czy chcesz schodzić głębiej w mniej udane rejony tej sagi.

Jak zrobić sobie sensowny maraton X-Men bez zmęczenia materiału

Najgorsze, co można zrobić, to wrzucić wszystkie filmy do jednego weekendu i liczyć, że seria sama się obroni. To nie jest ten typ franczyzy. X-Men najlepiej działają w mniejszych porcjach, zwłaszcza jeśli oglądasz je pierwszy raz. Dobrym pomysłem jest podzielenie maratonu na trzy etapy. Najpierw trylogia podstawowa, potem filmy z młodszą ekipą, a na końcu spin-offy z Wolverinem i Deadpoolem.

Przykładowy plan wygląda tak: najpierw „X-Men”, „X-Men 2” i „Ostatni bastion”. Potem krótka przerwa i wejście w „Pierwszą klasę” oraz „Przeszłość, która nadejdzie”. Jeśli po tym nadal masz ochotę na więcej, możesz dorzucić „Apocalypse” i „Mroczną Phoenix”, ale bez wielkich oczekiwań. Na deser zostawiłbym „Logana” oraz filmy o Deadpoolu, bo są na tyle charakterystyczne, że dobrze działają jako osobne doświadczenie.

To podejście ma jedną zaletę: nie męczy. A przy tej serii to ważne, bo kiedy ogląda się ją hurtem, szybciej wychodzą na wierzch powtórzenia, nierówności i fabularne skróty. O wiele łatwiej docenić najmocniejsze strony X-Men, gdy da się sobie chwilę na złapanie oddechu między kolejnymi odsłonami.

Jeśli miałbym doradzić coś jeszcze, to nie przywiązuj się przesadnie do perfekcyjnej chronologii. W tej serii nawet twórcy nie zawsze byli jej wierni. Lepiej skupić się na tym, które filmy dają frajdę, które budują relacje między bohaterami i które naprawdę warto znać, jeśli interesują cię filmy Marvela szerzej. Wtedy pytanie „x-men gdzie obejrzeć” zamienia się w dużo przyjemniejsze: „który film włączam dziś wieczorem?”.

Najczęściej zadawane pytania

Gdzie obejrzeć wszystkie filmy X-Men online?

Najczęściej największa część serii trafia na Disney+, ale nie zawsze wszystkie tytuły są dostępne jednocześnie. Warto sprawdzać też Prime Video, Apple TV i inne serwisy VOD, bo część filmów bywa dostępna do wypożyczenia lub zakupu.

Czy X-Men są na Disney+?

Tak, wiele filmów z serii X-Men bywa dostępnych na Disney+, ponieważ marka jest powiązana z biblioteką 20th Century Fox. Oferta może się jednak zmieniać, więc najlepiej zweryfikować ją bezpośrednio na platformie.

W jakiej kolejności oglądać filmy X-Men?

Dla większości nowych widzów najwygodniejsza będzie kolejność premier. Dzięki temu łatwiej zrozumieć rozwój serii i zaakceptować zmiany w stylu oraz fabule.

Czy trzeba oglądać wszystkie części X-Men?

Nie, jeśli chcesz tylko poznać najważniejsze filmy, wystarczy kilka kluczowych tytułów, takich jak „X-Men”, „X-Men 2”, „Pierwsza klasa”, „Przeszłość, która nadejdzie” i „Logan”. Resztę można potraktować jako uzupełnienie.

Czy Deadpool należy do serii X-Men?

Tak, Deadpool jest powiązany ze światem X-Men, ale jego filmy mają zupełnie inny ton niż główna seria. Można je oglądać osobno, bez znajomości wszystkich wcześniejszych części.

Czy Logan trzeba oglądać po wszystkich filmach X-Men?

Nie jest to konieczne, ale znajomość postaci Wolverinea i wcześniejszych filmów wzmacnia odbiór. Nawet bez pełnego maratonu „Logan” broni się jako samodzielny, bardzo dobry film.

Który film X-Men jest najlepszy na początek?

Najbezpieczniej zacząć od pierwszego „X-Men” z 2000 roku. Jeśli jednak wolisz nowsze tempo i świeższe otwarcie, dobrym wyborem będzie też „X-Men: Pierwsza klasa”.

Czy seria X-Men jest powiązana z MCU?

Przez lata funkcjonowała obok głównego MCU, ale dziś coraz częściej pojawiają się nawiązania i mosty między tymi światami. Dlatego znajomość X-Men może się przydać fanom filmów Marvela.

Dodaj komentarz