Home Artykuły Dlaczego stary serial Pitbull kopie tyłek nowej serii?

Dlaczego stary serial Pitbull kopie tyłek nowej serii?

Dlaczego stary serial Pitbull kopie tyłek nowej serii?

Dlaczego zamiast iść do kina na film Pitbull. Niebezpieczne kobiety lepiej obejrzeć serial Pitbull z 2005 roku?

Gdy w 2005 roku Pitbull wszedł do kin, to nie został zbyt ciepło przyjęty – widzowie nie byli przyzwyczajeni do takiego surowego kina sensacyjnego. Dodatkowo, wątków było bardzo wiele (co okazało się później wręcz znakiem charakterystycznym reżysera Patryka Vegi) i czuć było, że całość nadaje się bardziej na serial.

Gdy 1. sezon pojawił się w telewizji – reakcja była zupełnie inna. Okazało się, że to co było tylko pobieżnie przedstawione w filmie, w serialu było znacznie lepiej rozpisane i zaplanowane.

Obejrzeliśmy kilka odcinków Pitbulla (wszystkie sezony można legalnie i za darmo obejrzeć na TVP VOD) i wciąż nie możemy się nadziwić, jak dobry jest to serial. W przeciwieństwie do ostatniego Pitbulla, któremu, delikatnie rzecz mówiąc, brakuje do tego, by był dobrą produkcją. O tym, dlaczego nie warto iść do kina na fil Pitbull. Niebezpieczne kobiety pisaliśmy tutaj.



Bohaterowie, którzy śmierdzą trupem

Pitbull serial
Fot. materiały prasowe

Despero, Gebels, Benek, Metyl, Nielat – policjanci z Wydziału ds. Zabójstw Komendy Stołecznej Policji są świetnie rozpisani. To nie lansiarze czy luzacy. To po prostu zmęczeni życiem gliniarze, którzy nie przypominają swoich amerykańskich odpowiedników. Alkoholicy, nieudacznicy, nie radzący sobie z rzeczywistością obrońcy prawa. Ale ich zgryźliwość i rozgoryczenie jest pokazane tutaj w tak naturalny sposób, że chyba każdy z nas by w takim miejscu zwyczajnie oszalał.

Marcin Dorociński jako Despero to postać kultowa. Fani od lat pragną, by aktor powrócił do tej roli, ale niestety – na to się nie zamierza. Andrzej Grabowski w roli Gebelsa to istny majstersztyk. To jeden z nielicznych jasnych punktów nowej serii, który jest swego rodzaju łącznikiem.

Warszawa – nie chcielibyście tam mieszkać

Po obejrzeniu Pitbulla, chyba żaden mieszkaniec Polski nie miał zamiaru przeprowadzać się do Warszawy. Mroczna Praga, brudne kamienice, dresiarze w bramach, podziemia Dworca Centralnego pełne ćpunów… Patryk Vega przedstawił stolicę w barwach szaro-burych, gdzie nie ma jasnych i słonecznych barw. Nadziei brak – jest tylko smród i ubóstwo.

Klimat, klimat i jeszcze raz klimat

To wszystko składało się na to, że klimat serialu jest tak gęsty, że można go kroić nożem. Już samo intro znakomicie wprowadza w nastrój – minimalistyczne, mroczne, z muzyką która podskórnie wchodzi do głowy i ni chce wyjść:

W żadnej innej produkcji polskiej ten smród nie był tak namacalny jak w Pitbullu. W trakcie seansu wręcz można poczuć pot, opary wódki i dym papierosów. Patologia jest tutaj na każdym kroku. Czuć tutaj kronikarską robotę Patryka Vegi, który nie dość, że odrobił pracę domową robiąc bardzo porządny research (z czego słynie zresztą do dziś), to jeszcze udało mu się znakomicie rozpisać scenariusz, przez co mogliśmy naprawdę uwierzyć w ten mroczny świat, w którym nie wiadomo już – kto jest dobry, a kto zły.

Gimby nie znajo

Oczywiście – jest w tym wszystkim pewna fala nostalgii. Montaż i sposób kręcenia jest niedzisiejszy, kolory nieostre, zaś dla współczesnego widza całość może być niezjadliwa. Ale gdy już się uda przez to przeskoczyć, to odkrywamy historię mroczną, naturalistyczną, z humorem, ale czarnym jak smoła (zapomnijcie o żenujących żartach typu „o kur**, ale fajny gołąb”, z których śmieją się co najwyżej nastolatkowie).

Do serialu obowiązkowe rekwizyty do wóda, szlugi i zagrycha. Inaczej się nie da.