Home Recenzje Avengers: Wojna bez granic – recenzja filmu. Marvelowskie the best of? Szkoda, że to tylko odcinanie kuponów

Avengers: Wojna bez granic – recenzja filmu. Marvelowskie the best of? Szkoda, że to tylko odcinanie kuponów

Avengers: Wojna bez granic – recenzja filmu. Marvelowskie the best of? Szkoda, że to tylko odcinanie kuponów 5.5

Przed Wami recenzja filmu Avengers: Wojna bez granic. Takiego crossoveru świat kina jeszcze nie widział. Budowane od dekady Kinowe Uniwersum Marvela osiągnęło swoje apogeum, spełniając tym samym mokry sen każdego fana trykociarzy o nadnaturalnych mocach. Obłędny spektakl, ale przy tym pusty.

Oczekiwania widzów są z pewnością ogromne. Avengers: Wojna bez granic już w przedsprzedaży pobiło rekord i wyprzedziło ostatnie siedem produkcji Marvela razem wziętych. Nic w tym dziwnego. Trudno nie zacierać rąk czy też nie podskakiwać w ekscytacji na fotelu, kiedy ma się przed sobą perspektywę zobaczenia w jednym filmie niemal wszystkich herosów, z których skrzętnie szytymi losami zapoznawaliśmy się z wypiekami na twarzy przez kilka ostatnich lat. Do tego Marvel przyzwyczaił też swoich wielbicieli, że zawsze stara się trzymać wysoki poziom. I oni wszyscy z pewnością będą zachwyceni seansem nowego dzieła, które wyszło spod rąk braci Russo. Wszak nowi Avengers to długo wyczekiwane spotkania po latach, możliwość zobaczenia ramię w ramię postaci, o których wspólnym ujrzeniu wydawało się, że można tylko pomarzyć, a przede wszystkim obłędna wizualnie produkcja wypchana po brzegi akcją. Fajerwerki strzelają niemal na każdym rogu, ale mimo to Wojna bez granic jawi się przede wszystkim jako rozdmuchane do kolosalnych 2,5 godziny preludium, efektowny wstęp do mającej mieć premierę w 2019 roku drugiej części filmu.

Takiego przeciwnika jeszcze nie było!

Komu jednak bezduszność hollywoodzkiej maszyny nastawionej na zysk niestraszna, ten powinien bawić się przednio. Bo gdy wszechświatowi zagraża kolekcjonujący kolejne kamienie nieskończoności Thanos, można być pewnym, że ekran wypełni się emocjonującymi potyczkami. Wspomniane artefakty mają dać międzygalaktycznemu tyranowi moc, o jakiej nikomu się nie śniło, a on sam ma zamiar wykorzystać ją do położenia kresu miliardom istnień. Thanos nie jest jednak szaleńcem zobligowanym na bezmyślną anihilację, przyświeca mu cel – zdziesiątkowanie populacji różnych planet ma przywrócić im ład, odrodzenie się w nowych warunkach. No tak, ale mało kto kupuje jego ideę, dlatego kolejni superbohaterowie przepychają się jedni przez drugich, aby przy pomocy pięści wyperswadować mu błędy takiej logiki. Niektórzy mają osobiste powody, aby przywalić Thanosowi w jego kwadratową szczękę, inni robią to ze względu na bardziej uniwersalny cel ratowania świata. Gorzej, że samozwańczy władca galaktyki to potężna bestia z siłą buldożera i daje wciry wszystkim, którzy staną na jego drodze. Dla Avengersów i reszty superbohaterskiej ferajny, nie było jeszcze tak potężnego przeciwnika.

Każdy ma swoje pięć minut. DOSŁOWNIE





Fabuła, prosta jak konstrukcja cepa, sprowadza się zatem do odwiecznej walki dobra ze złem. Oczywiście po drodze zadbano o szereg emocjonujących scen z udziałem całej marvelowskiej śmietanki. Każdy dostaje swoje pięć minut – i to dosłownie. Co prawda wszyscy bohaterowie otrzymali po co najmniej jednym solowym filmie i tam mieli okazję do rozwinięcia skrzydeł, ale boli fakt, że pod względem objętościowym kwestie poszczególnych aktorów nie przeraziłyby nawet przedszkolaka. Materiału do wkucia nie było zbyt wiele, bo przy takim nagromadzeniu herosów nie sposób oddać wszystkim należytego czasu na ekranie. Można odnieść wrażenie, że część naszych ulubieńców jest tu tylko na doczepkę, jedynie po to, aby z plakatu mogła spoglądać większa liczba znanych facjat.

Nudy nie ma. Szkoda, że to tylko… wstęp

Cóż, przynajmniej nie ma co obawiać się nudy, bo akcja musi być zagęszczona. Zgadza się, ale i tak nie udało się w pełni wyeliminować problemu dłużyzn, gdyż część scen wydaje się zbędna i trąci przy tym zbędnym patosem. Ponadto dobra połowa filmu została poświęcona na ekspozycję, a dokładniej na doprowadzenie do przecięcia się ścieżek poszczególnych postaci. Tu wracamy do postawionego na początku zarzutu. Avengers: Wojna bez granic to nic więcej, jak wprowadzenie do właściwej rozwałki, którą będzie można cieszyć oczy w 2019 roku. To zresztą problem wielu franczyn, których finałowe odsłony zostają rozbite na dwie części.

Avengers: Wojna bez granic czy to bezduszny produkt?





Marvel (zarówno filmy od Disneya, jak i 20th Century Fox) w ostatnim czasie pozwalał sobie na wyjście poza utarte schematy kina superbohaterskiego. Thor: Ragnarok został doprawiony specyficznym humorem spod znaku Taiki Waititiego, niegrzeczny Deadpool rzucał niecenzuralnymi słowami i burzył czwartą ścianę, zaś Zimowy żołnierz romansował z konwencją thrillera szpiegowskiego. Na tym tle Wojna bez granic wypada nad wyraz zachowawczo i stanowi regres pod względem wychodzenia poza ramy konwencji. Nowa odsłona Avengersów to po prostu produkt zobligowany na zysk, stąd brak tu widocznego autorskiego podejścia, które można było zauważyć w wyżej wymienionych tytułach. Oczywiście wyłożone na obraz grube miliony dolarów nie poszły na marne, więc jest to dopracowany produkt, ale wciąż produkt. Nie brak tu chemii między postaciami, odrobiny humoru, świetnych efektów, akcji i emocji, ale od całości bije bezdusznością, zwykłą kalkulacją. Bo, jak sugeruje tytuł recenzji, tak już jest z tego typu składankami mającymi podsumować pewien etap – niby dostajemy wszystko to, co znamy i kochamy, ale koniec końców to tylko odcinanie kuponów. Ważne, aby rzesze fanów herosów w trykotach wyszło z sali kinowej w poczuciu satysfakcji. Marvel i tak już wygrał tę wojnę, przynajmniej pod względem finansowym, oby tylko widzowie nie poczuli się ofiarami tej batalii.

Avengers: Wojna bez granic - podsumowanie

5.5

Plusy:
+ Warstwa wizualna
+ Niemal wszyscy superbohaterowie Marvela w jednym miejscu
+ Sceny akcji
+ Główny czarny charakter
+ Stylówa Kapitana Ameryki

Minusy:
- Zachowawczość konwencji
- Sprowadzenie całości do 2,5-godzinnego wstępu do 2. części - Avengers: Wojny bez granic
- Poszczególni bohaterowie nie dostają wystarczająco dużo czasu na ekranie

Ocena5.5
Reader Rating: ( 16 votes ) 7.4

banner