Home Recenzje „Czarownica” – recenzja

„Czarownica” – recenzja

„Czarownica” – recenzja

Od dzisiaj w kinach „Czarownica” z główną rolą Angeliny Jolie. Jak prezentuje się znana wszystkim historia w nieco innej wersji? Zapraszamy do naszej recenzji.

Każdy zna baśń o Śpiącej Królewnie w swej klasycznej, opartej na twórczości Charlesa Perraulta wersji lub dzięki disnejowskiej animacji sprzed kilkudziesięciu lat. Obecnie jednak proste i miłe historie nie są w cenie, więc Disney postanowił przerobić całość na współczesną modłę. Ta trawestacja okazała się znacznie bardziej udana niż w przypadku „Królewny Śnieżki i Łowcy”.

Jak sama nazwa filmu wskazuje, obraz koncentruje się nie na królewnie, a na postaci czarownicy: granej przez Angelinę Jolie wróżkę Diabolinę (dość nieszczęśliwe tłumaczenie tytułowego „Maleficent”), która zakochuje się w człowieku. Jego zdrada jest na tyle bolesna, że doprowadza do przemiany w zgorzkniałą i żądną zemsty czarownicę, czego efektem jest klątwa rzucona na córkę byłego kochanka. Późniejszy scenariusz z pozoru pokrywa się ze standardową wersją baśni, ale twórcy przygotowali też kilka twistów fabularnych: może niezbyt zaskakujących, ale przełamujących schematy.

Dynamika opowieści nie jest zbyt duża; szczególnie wstęp wprowadzający obce dla baśni elementy jest nieco przydługi i monotonny. Dalsza część filmu bazuje głównie na udanym budowaniu nastroju i powolnym wprowadzaniu kolejnych wątków. Dopiero końcówka przynosi więcej akcji i sceny walki, ale z zachowaniem umiaru i dobrego smaku. To dość rzadkie w dobie, gdzie wszystko musi być „bardziej i szybciej”.

Jak przystało na współczesne kino fantastyczne, w obrazie nie mogło zabraknąć efektów specjalnych na wielką skalę z równie wszechobecnym, co niezauważalnym trzecim wymiarem. Wiele z modyfikacji baśni służy właśnie pokazaniu spektakularnych scen i pięknych, chociaż stworzonych w studiu, plenerów. Zestaw ten jest dość standardowy: bitwy z udziałem magicznych bestii, (w zamysłach) humorystyczne sceny z udziałem pokracznych stworków czy skrzące się od magii zakątki magicznego lasu. To wszystko już było w filmach takich jak „Avatar” czy „Hobbit”, ale wykonanie w „Czarownicy” jest naprawdę ładne; może miejscami nieco zbyt słodkie (nawet najbardziej mroczne fragmenty nie wywołują poczucia grozy czy choćby odrobiny niepokoju i niepewności), ale niepozbawione uroku; można by wręcz powiedzieć, że… disnejowskie.

Wrażenia z filmu byłby z pewnością znacznie słabsze, gdyby nie wyrazista postać głównej bohaterki. Nie jest to tyle zasługą scenariusza, a odtwórczyni Diaboliny. Aktorka doskonale wchodzi w rolę, odgrywa przemianę w złą czarownicę, a następnie prezentuje budzące się dylematy moralne i zmieniający się stosunek do zaklętej królewny. Kreację podkreśla dodatkowo charakteryzacja, miejscami być może przerysowana, ale oddająca dobrze zmiany w psychice postaci. Jolie – zapewne zgodnie z założeniami – kradnie film i spycha pozostałe postaci na dalszy plan. Nie są co prawda sprowadzeni do roli statystów, ale na przykład Sharlto Copley w roli króla i dawnej miłości czy też Elle Fanning odgrywająca radosną królewnę, raczej asystują i uzupełniają, niż wnoszą dodatkową wartość.

W „Czarownicy” pojawiają się mroczne fragmenty, ale ogólna wymowa filmu jest zaskakująco ciepła. To nowoczesna baśń, przetwarzająca znane motywy, ale starająca się jednocześnie przedstawić je nieco w innym świetle. W próbach przełamania klasycznych archetypów i biało-czarnego obrazu świata można było się co prawda posunąć znacznie dalej, ale dzięki obranej drodze twórcy nie oderwali się całkowicie od perraultowskiej wizji. Nie zabrakło też nienachlanego morału, dobrze uzupełniającego całą opowieść. Okazuje się, że prawdziwa miłość jest możliwa, chociaż niekoniecznie tam, gdzie należałoby się jej spodziewać na pierwszy rzut oka.

Tymoteusz Wronka