Home Recenzje Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja filmu. Scenografia oszałamiająca, reszta to łupiny

Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja filmu. Scenografia oszałamiająca, reszta to łupiny

Dziadek do orzechów i cztery królestwa – recenzja filmu. Scenografia oszałamiająca, reszta to łupiny 4.0

Disney próbuje powtórzyć sukces swoich poprzednich filmów fantasy z naciskiem położonym zwłaszcza na pierwsze Opowieści z Narnii. Efekt końcowy smakuje jak wata cukrowa – słodyczą wbija się w zęby, jest lekki i sprzedawany wespół z jarmarczną atmosferą kulturowej pustki. To prosta historia o księżniczce i złej wróżce, obronie królestwa i bogatych sukniach. Całokształt wygrywa scenograficznym przepychem. Zapraszam do recenzji filmu Dziadek do orzechów i cztery królestwa.

Twórcy realizują podobny zabieg, który kilka lat wcześniej nie sprawdził się w przypadku Alicji w Krainie Czarów. Biorą na warsztat słynny tekst kultury, następnie odpowiednio przerabiają go na modłę konwencji fantasty, aplikując liczne klisze oraz gatunkowe schematy. W Dziadku do orzechów nie doświadczymy może smoka, którego dekapitacja jest w stanie ocalić magiczną krainę przed złem (motyw nigdy niewybaczony Timowi Bartonowi). Jest z kolei prościutka fabuła – tak prosta, jak filmy Ryszarda Zatorskiego (m.in. Los Numeros); tak wątła, jak sylwetka Christiana Bale’a w Mechaniku; ostatecznie: tak naiwna, że strach ją konfrontować z innymi tytułami spod dachu Domu Myszki Miki. Najbardziej boli wizerunek głównej bohaterki, księżniczki Klary – po wojowniczej Meridzie, zaradnej Elsie czy mądrej Belli to olbrzymi krok w tył.

Dziadek do orzechów: czasem Czajkowski, czasem łupiny

„Dziadek do orzechów” posiadał długi i żmudny proces wsiąkania w globalną (pop)kulturę. Najpierw niemiecki pisarz i poeta epoki romantyzmu, E. T. A. Hoffmann, stworzył krótkie opowiadanie dla dzieci. Następnie historię zaadaptował Aleksander Dumas, pisząc dla francuskojęzycznych czytelników własną interpretację bajki. Stąd „Dziadek do orzechów” trafił pod artystyczną opiekę Piotra Czajkowskiego – rosyjski kompozytor stworzył na jego podstawie słynny balet. Od tego czasu historia wigilijnego prezentu w postaci tytułowej maszynki do łuskania orzechów, dziewczynki którą nawiedza książę z onirycznej krainy czy Króla Myszy, stanowi jeden z najczęściej reprodukowanych tekstów kultury. Powstają przedstawienia i filmy aktorskie, tanie bajeczki oraz pełnometrażowe animacje. Swoje trzy grosze postanowił wrzucić również Disney, niestety: postawił smakowity środek orzecha na pastwę nicości, zabierając ze sobą wyłącznie łupiny.

Zaczyna się niczym większość historii z Domu Myszki Miki: od ustanowienia protagonistki półsierotą. Wszystko, co nastąpi później, będzie rodzajem eskapistycznej ucieczki w fantastyczną krainę oraz powolnym procesem radzenia sobie z traumą po utracie bliskiej osoby. Podobnie rzecz wyglądała w Lwie, Czarownicy i starej szafie z tą różnicą, że w adaptacji prozy C.S. Lewisa magiczne uniwersum pozwalało młodym zapomnieć o wojennej rzeczywistości za oknem. Zresztą, Dziadek do orzechów i cztery królestwa nie tylko na tej płaszczyźnie wydaje się odnosić do Opowieści z Narnii. Dziewczynka trafia do śnieżnej krainy przez przypadek. Nie spotyka tam szczególnie barwnych postaci ze świata po drugiej stronie lustra. Jedną wartą uwagi istotą jest Dziadek do orzechów, co ciekawe: tutaj grany przez czarnoskórego aktora. Niestety, na tym podobieństwa z Narnią się kończą. W Lwie, Czarownicy i starej szafie otrzymaliśmy kawał znakomitej historii na miarę najlepszych ortodoksyjnych widowisk fantasy – tutaj twórcy prowadzą widza wzdłuż bardzo klasycznej narracji, delikatnie sunąc po dużym ekranie, jakby fabularna wycieczka prowadziła po korytarzach domku z kart.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa – zwiastun:

Dziadek do orzechów: scenografia oszałamiająca

Warto jednak przyznać twórcom oko w tworzeniu scenografii filmu. Już pierwszy przelot po ulicach wielkiego miasta pozwala docenić wizualne walory obrazu (jednocześnie stanowiąc jedyną godną uwagi scenę w 3D). Później jest tylko lepiej. Modne kreowanie fantastycznych światów wyłącznie za pomocą komputerowych efektów specjalnych – które nawiasem mówiąc wyssały duszę Hobbitowi – tutaj zastąpione zostaje barokowym przepychem wnętrz, kostiumów oraz charakteryzacji. Mocno łapie za serducho Kraina Cukierków – kino trafiło do atelier (studia) na początku XX wieku za sprawą Georgesa Mélièsa. Twórca Podróży na księżyc z pewnością klaskałby z radości, gdyby zobaczył jak po ponad 100 latach przekształcony został jego dorobek. Niestety, w Dziadku do orzechów tam gdzie wkrada się CGI, komputerowe efekty wydają posiadać niesławny logotyp plastikowych zabawek: „Made in China”.

Oczywiście, w kilku scenach twórcy odnoszą się do słynnego baletu Czajkowskiego. Czasem elementy jego kompozycji pojawiają się w warstwie muzycznej tegorocznego Dziadka do orzechów, innym razem – bez większego uzasadnienia – widz otrzymuje teatralne fragmenty baletu. Chociaż całość wygląda cudownie, przeestetyzowana wartość obrazu wydziera się tutaj pełną gębą. Co ciekawe, orkiestra przygrywająca tancerzom ubrana zostaje w kadry i ujęcia korespondujące z eksperymentalną Fantazją – animowaną i awangardową wariacją Disneya nad strukturą dźwięku oraz wizualizacjami do muzyki klasycznej sprzed kilku dekad.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa: czy warto wybrać się do kina?

Świąteczne czekoladki dzielą się na te z nadzieniem oraz posiadające wyłącznie słodki szkielet przytłaczającej pustki. Dziadek do orzechów i cztery królestwa definitywnie zalicza się do drugiej kategorii słodyczy. Wizualne frykasy działają na receptory wzrokowe widzów, niestety: każdy kolejny element filmu nie rozpieszcza już odbiorcy. Twórcy odchodzą od oryginału – co w przypadku Disneya nie jest niczym nowym – w zamian nie oferując nic ciekawego. Ot, kino fantasy o księżniczce i złej wróżce dla dziewczynek z podstawówki. Balet Czajkowskiego w akompaniamencie disco.

Dziadek do orzechów i cztery królestwa - podsumowanie:

4.0

PLUSY:
+ wspaniała scenografia;
+ charakteryzacje, których nie zobaczycie w innych filmach;
+ kilka lokacji zapiera dech w piersiach swoim klimatem;
+ rola Morgana Freemana i Helen Mirren.
MINUSY:
- fabularna wydmuszka, która unosi się na wietrze jak płatek śniegu z ... deszczem;
- księżniczka Disneya, zaprzeczająca tezom wnoszonym przez Meridę albo Elsę;
- nieudany klon pierwszych Opowieści z Narnii;
- Keira Knightley wciąż gra tylko szczęką;
- balet Czajkowskiego pożarty przez klisze gatunku fantasy;
- efekty komputerowe jak z Ligi Sprawiedliwości.

Ocena4.0
Reader Rating: ( 0 vote ) 0